Zaznacz stronę

Kontynuując moją przygodę z Mediolanem, dla skrótu i nie zanudzania Was, moi Drodzy zbędnymi szczegółami, dostajecie dziś dwa w jednym. Historię postaram się przedstawić chronologicznie, w ten sposób przeżyjecie wycieczkę razem ze mną. A przynajmniej najlepszą jej część – jedzenie!

Podczas spaceru Corso Buenos Aires, ulicą znaną z dobrych butików, korzystnych okazji w outletach i wielu ulicznych sprzedawców o zaskakująco podobnym asortymencie (Louis Vuitton, Chanel, Hermes), poczułem widmo obiadowego głodu. Zwykle staram się unikać jedzenia w restauracjach przy głównych ulicach, dlatego wyminąłem neoklasycystyczne budowle i ruszyłem w poszukiwaniu Restauracji. W jednej z odbijających w głąb miasta uliczek przyciągnął mnie, estetyką nawiązujący do teatrów, szyld Sabatini.

IMG_1444No dobrze, szyld miał znaczenie drugorzędne wobec motoru, znajdującego się zaraz za wielką, niemal sklepową szybą.

IMG_1442Chwilę później byłem w środku: estetycznym, białoobrusowym wnętrzu (jak w przypadku większości mediolańskich restauracji), utrzymanym w jasnej kolorystyce. Szeroki bar pełen antipasti od razu przykuł moją uwagę, choć jak na pizzerię, wnętrze miało bardzo neutralny, wręcz sterylny zapach. Jak pomyślałem, tak zrobiłem – z małym talerzykiem wyruszyłem na podbój przekąsek, a było co podbijać! Sery dojrzewające i zwykłe, prosciutto, salami, pancetta, kalmary, krewetki, ostrygi, warzywa. Na talerz w końcu trafił bakłażan z grilla, jajko z koktajlem krewetkowym, posiekany kalmar, suszony pomidor, który na zdjęciu zlał się z grubym kawałkiem kiełbasy (przypominającej hiszpańskie chorizo).

IMG_1435Po starannie wybranej, acz nie przesadnie sutej przystawce, przyszedł czas na konkrety. Pizzę z szynką i cukinią,

IMG_1437oraz po tym, jak zdobyło moje serce w Flash – spaghetti w cieście pizzowym.

IMG_1438Tym razem obyło się bez rytuału otwierania i przekładania zawartości zapieczonego garnka. Sam garnek miał na górze tylko „czop” z pizzy – nie był zapieczony w całości, jak poprzednio. Co do wrażeń smakowych, nadal uważam, że włoskie ciasto pizzowe jest unikatowe i świetne, choć pizza, jako całość nie była w tym miejscu oszałamiająca. Dodatki wydawały się rozrzucone przypadkowo i skąpo, zdecydowanie nie zachwycały. Podobnie ze spaghetti – świeżości owocom morza odmówić nie mogę, jednak ich smak i sposób podania pozostawiały sporo do życzenia. Sos pomidorowy był kpiną – zbyt rzadki i niedoprawiony, smutno osiadł na dnie garnka, zamiast smakowicie oblepić całą kompozycję. Hmm, jak widać, zdjęcia celebrytów z podpisami, gęsto zawieszone tu na ścianach nie pomogły.

 

Następnego dnia, po wizycie w Sabatini szukałem miejsca na obiadokolację. Kolejny raz buszując w okolicach Duomo, zdecydowałem się bez większego zastanowienia wejść do Del Drago.

IMG_1500Z góry przepraszam za jakość zdjęć – wyposażony jedynie w telefon, robiłem co mogłem w niesprzyjających warunkach oświetleniowych. Del Drago to kolejna, typowo włoska kuchnia (przecież po to tu przyjechałem), cała restauracja ma kształt długiego, dwupoziomowego wagonu. Od drzwi złe wrażenie zrobił na mnie właściciel o aparycji gargulca, który dość głośno i nieprzyjaźnie zwracał się do całej obsługi. Negatywny efekt zniknął w momencie, w którym usłyszałem rodzimy język. Kelnerka Kasia, której powodzenia życzę w szukaniu nowej pracy, była nie tylko przesympatyczna, ale i sprawnie i szybko pomogła mi wybrać odpowiednie dania. Lasagne co prawda nie była najlepszą, jaką w życiu jadłem, ale broniła się wspaniałą, gładką konsystencją (smakuje o niebo lepiej, niż wygląda na zdjęciu).IMG_1496 Wielki plus należy się za stek w parmezanie, który był idealnie wysmażony, pozostawiając delikatną sugestię krwistości i pragnienie „więcej! więcej”.

IMG_1497Del Drago mnie nie rozczarował, choć do Flash-a było mu daleko.

Mediolan ma wiele cudownych miejsc, które wciąż czekają na moje odkrycie, dlatego z pewnością powrócę do tego miasta. W międzyczasie udało mi się odwiedzić parę muzeów, zobaczyć m.in. wystawę Pollocka, wziąć udział w przygotowaniach do Sylwestra, poudawać znawcę architektury sakralnej i spłukać się totalnie z ciężko zarobionych piniążków.

 

Share This

Share This

Share this post with your friends!