Zaznacz stronę

Po restauracji Tokio na ulicy Dobrej nie ma śladu, miejsce kultowej susharni lat ’90 zajął Carrefour. Jednak historia pionierów surowej ryby w kraju nad Wisłą ciągnie się dalej, w innym miejscu, w innym czasie i w całkowicie innej oprawie: pan Yuichiro Yoshida, itamae w dawnej Tokio, założył swój własny minilokal w Pasażu Smyczkowym, zadaszonym obiekcie tuż obok Bazaru Lotników. Jest to miejsce, które wspominam z sentymentem – podczas studiów kręciliśmy się tam, żeby złapać coś do jedzenia. Teraz do różnych lokali usługowych, chińczyków i kebabów dołączył sushi bar.

Zacznijmy od tego, że Pasaż nie zachęca do kulinarnych odwiedzin, a na pewno nie krzyczy „tutaj najlepsza surowa ryba!”, podobnie jest z obklejonymi kartkami drzwiami lokalu:Bar Don DrzwiZdjęcia potraw opisane markerem, studencka promocja zachęcająca ludzi z pobliskich wydziałów (Fizyka i Zarządzanie, jeśli dobrze pamiętam), najdroższy zestaw w cenie trzydziestu czterech złotych. Nieustraszony, wchodzę do środka. Niestety, wewnątrz nie jest wiele lepiej : ceraty i klaustrofobiczny brak miejsca, za to Mistrz ma sporą ladę, na której dzieje się magia. Ryzykujemy.

Bar Don Cerata

Wybieram zestaw sushi „D” z dodatkowym sashimi, oraz zupę ramen. Moja towarzyszka chce spróbować udon. Pojawia się pierwszy problem – jeden palnik, jedna kuchenka, musimy wybierać: udon czy ramen. Kobietom się ustępuje, więc ostatecznie stawiamy na udon. Rozpoczyna się wielkie czekanie – Mistrz pracuje sam, z godną podziwu starannością, jednak zdecydowanie nie wyrabia – na sushi czekałem ponad pół godziny, a udon pojawił się na stole po niemal godzinie. Zdecydowanie nie jest to lokal dla ludzi, którzy są głodni i niecierpliwi.

Sushi pojawiło się przede mną jak wybawienie, śmierć głodową odłożyłem na inny dzień. W zestawie było szesnaście maków: z łososiem, ogórkiem, tuńczykiem i kalifornijskie, podobna ryba była podana w postaci sashimi (pokrojona w kostkę z dodatkiem przypraw). Niefortunnie, nie złapałem tego na zdjęciu, na szczęście uwieczniłem zestaw „A” mojej towarzyszki: sześć nigiri, plus osiem maków, zestaw uboższy o maki z ogórkiem.

Bar DonSushi było dobre, co zwłaszcza czuć było po świeżych sashimi – boska ryba, zwłaszcza zważając na cenę. Autentyczne, przez co dla smakoszy obeznanych z przesadzonymi, „spolszczonymi” makami, może wydawać się pozbawione smaku. Cóż, jeśli idziemy do prawdziwego itamae, musimy oczekiwać prawdziwego sushi, nieociekającego majonezem i orbitującego wokół smaku ryby.

Natomiast udon był dokładnie tym, czego oczekiwałem. Pamiętacie ostatni artykuł o umami? Napar dashi idealnie wyciągał „piąty smak”, sycąc zmysły i pozostawiając na języku przyjemny posmak. Bogaty w wakame, a sam makaron, od którego danie wzięło swoją nazwę słusznie zasysał napar. Cieniutki pasek kamaboko (pałeczki krabowej) na wierzchu, był wisienką na torcie.

Bar DonPosiłek był bardzo smaczny, nie wymagał też opróżnienia portfela, jednak lokal i czas oczekiwania sprawiły, że z chęcią wpadnę tu „po sushi”, a nie „na sushi”. Dzięki Bogu za opcję na wynos.

Yuichiro Yoshida

Bar Don

02-684 Warszawa

ul. Puławska 246

Pasaż Smyczkowy, pawilon 56

telefon: 785 123 278

Share This

Share This

Share this post with your friends!