Codziennie do pierwszej (Bar Pacyfik)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Codziennie do pierwszej (Bar Pacyfik)

Gdy o godzinie późniejszej, niż emisja nieodżałowanej wieczorynki, dopadnie człowieka gastrofaza, znana też jako nocny głód, ewentualnie wzmożony przyjemnościami nocy apetyt, pojawia się wybór. I nie jest to już, dzięki Bogu, wybór pomiędzy budką z kebabem a McDonaldem, Warszawa zakwitła restauracjami i drink barami z ofertą kulinarną. A jest to zróżnicowana łąka, bujna i odrobinę dzika – Bar Pacyfik wyróżnia się wyraźnym kolorem okwiatu i słodkim zapachem… Dobra, skończmy z tą kwiecistą analogią, nie działa zbyt dobrze.

Wizyty w Pacyfiku były dwie: pierwsza, skoncentrowana wokół alkoholu wypadła bardzo dobrze. W przywołującym na myśl seriale lat osiemdziesiątych wnętrzu – bardzo spodobała mi się przyokienna lada, pod którą można się „prześliznąć”, by zająć miejsce na parapercie – na barze niczego nie brakuje. Skoro Pacyfik, to tequila w różnych formach, w tym pięć rodzajów Margarity, moją faworytą jest ta Ananas-Habanero. W cenie dwudziestu pięciu złotych wjeżdża miks tequili, cointreau, limonki, ananasa, habanero, przyozdobione chamoyem z chilli. Poza tym, nie brakuje mezcalu, są chelady (doprawionego na tysiąc sposobów lagera, meksykański hit) i trzy wersje Krwawej Mary. Jak sympatykiem tego drinka nie jestem, tak Kimchi Bloody Mary na bazie wódki kimchi wszedł jak złoto. Swoją drogą, czy w Krwawej Mary jest ryba? Nie wiecie? Otóż jest, sos Worcestershire powstaje na bazie fermentowanego anchois. Czemu o tym piszę? Ponieważ zaskoczyłem tym moją wegańską znajomą (psując jej przy tym degustację Krawej Mary).

Druga wizyta w Pacyfiku (z niej też pochodzą zdjęcia, za pierwszym razem niespecjalnie o fotografii myślałem) była pod znakiem szamy. Na początku małe zamieszanie z obsługą, pomimo prawie pustego lokalu, prowadzą nas do mniejszego stolika – nie, żeby były rezerwacje. Najwyraźniej są dość samozapobiegawczy. Na przystawkę wjechały Okonomiyaki (18PLN), wariacja na temat japońskiego streetfoodu, który polega na zasmażeniu różnych rzeczy razem, często w formie naleśnika. Tu są to frytki z japońskim przybraniem: paseczkami nori, płatkami bonito, szczypiorkiem i sezamem. Dobra przekąska do piwa, jednak biorąc pod uwagę rozmiar porcji – zbyt droga. Jako główną atrakcję wybrałem poke bowle, Raj w Niebie zawiesił warszawskim pretendentom bardzo wysoką poprzeczkę, dlatego zawsze sięgam po to danie z ekscytacją. Spróbowałem West Pacific Bowl (26PLN) i West Poke Bowl (28PLN), podstawą obu była spora ilość czarnego ryżu. A na nim, w pierwszej wersji tofu doprawione kimchii, w drugim tuńczyk w sake i mirin, uroku dodaje sos tamaryndowy. Pozostała zawartość miseczek jest do siebie zbliżona. Jest dobrze, jednak do spójności kompozycyjnej, która jest we wcześniej wspomnianym Raju jeszcze sporo brakuje.


Kuchnia w Barze Pacyfik jest raczej po to, żeby uwypuklać kapitalną ofertę drinkową. Nie ma w tym nic złego, w końcu to Bar Pacyfik (przeczytaj z naciskiem na bar). Przy całym comfort foodzie, który jest tu serwowany, raczej nie wybrałbym się ponownie na samo jedzenie, choć hej, jest tu codziennie czynne do pierwszej w nocy (a w piątki i dłużej!), więc kto wie. Za to drinkować chcę i będę, wybór jest sensowny i kuszący.

Bar Pacyfik


Hoża 61
Warszawa

+48577616162
.
FB
pon-ndz 12:00-01:00
Pacyfik Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.