Zaznacz stronę

Co prawda z łaciny na studiach miałem tróję – choć w pierwszym terminie, co w pewnych gronach zapewnia szacunek – to pamiętam, że bibe to „pić”, a bibenda oznacza „pijany”. Zacna etymologia! Choć spodziewałbym się raczej coctail baru… Nie będę tu udawał niewiniątka, nie przeżyję z wami zaskoczenia udaną kartą – Bibendę znam od lat czterech i to właśnie z okazji tej rocznicy mogłem spotkać się z Konstancją (Pańska Skórka), Karoliną (Na Ostrzu Języka) i Natalią (Pogromca Kuchni) na kolacji rocznicowej.

Nazwa zbieżna jest z moimi doświadczeniami. Bibenda nawet w tygodniu otwarta jest do późnych godzin nocnych (kuchnia też!), dzięki czemu spędziłem tu niejeden udany wieczór – zwłaszcza urokliwie jest latem. Nowa karta jest kombinacją tego co znane i lubiane, z obecnymi trendami i odrobiną innowacji.

Na stole pojawił się hummus z marynowaną cieciorką i wędzoną papryką, jednak nie przykuł mojej uwagi. Może to kwestia jego wszechobecności? Pewnie tak, choć niemałą rolę odegrał w tym tatar wołowy. Z jednej strony wspaniały przykład tchnięcia ducha w klasykę – oliwa szczypiorkowa pasuje do mięsa kapitalnie, podobnie z resztą gorczyca – z drugiej strony danie z wpadką, zdecydowanie zbyt słone.

Chrupiące szprotki to absolutny hit! Podane z paloną cytryną, jogurtem z kaparami i szczypiorkiem, są uniwersalne, działają jako samodzielna przystawka, sprawdzą się jako przekąska do piwa, a nawet danie na mniejszy głód. Podpowiem, że tak jak na zdjęciu – pod prosecco też działają! Szprotki dobrze kojarzą mi się od nastoletnich lat (nie ma obiadu? otwierasz puszkę i po sprawie), sympatię umocniła wizyta w Portugalii, gdzie są one darzone nabożną czcią.

Kuskus perłowy nijaki, ginie przytłoczony kolendrowym jogurtem. Za to chrupiące pierożki z indykiem i imbirem to strzał w dziesiątkę, a przygotowany do nich sos orzechowy i koreański olej gochugaru… Powiem tylko, że wycieraliśmy z Konstancją chlebem miskę, co nie zdarza się często. A jak już się zdarza, to z konkretnego powodu.

Ciekawym akcentem był dorsz skrei marynowany w burakach i ziarnach, na nim sałatka z fenkuła, rzodkiewek i grejpfruta – lekkie, wiosenne danie dla tych, którzy chcą już robić formę. Mi się nigdy nie udało, za to zjeść można, zachwycić się też.

Główne dania nadchodzą, stół nabiera rumieńców! O dziwo, zacznę od wychwalania warzyw i nie, nikt mnie nie porwał, nie piszę tego pod przymusem, nie jest to materiał opłacony. Pieczone warzywa korzeniowe z sosem miso, orzechami laskowymi, natką pietruszki i wędzoną solą to mistrzostwo świata, kolejny idealny przegryzacz, pogryzacz, uzupełniacz posiłkowy, który przejmuje pałeczkę.

Ziemniaki pieczone z kurkumą, czarnuszką, kuminem i ziarnami kolendry już tak nie zachwycają, po prostu są poprawne, towarzyszą na stole pieczonemu w piecu kurczakowi,  który mógłby być gwiazdą wieczoru, a jest… Poprawny, domowy, smaczny. Jednak po wcześniejszych przebojowych smakach spodziewałem się czegoś innego.

W kontraście do drobiu stoją meatballsy wołowe w demi glace, podane pod pikantną, marynowaną marchewką. Charakterne danie! Chyba tego brakowało mi w kurczaku – pewnego zdecydowania, jasnego kierunku. Kuleczki z riccottą to super uzupełnienie mięsnego dania, miękkie ciasto i pyszne wnętrze, danie minimalistyczne i kupujące mnie tą prostotą.

W tym miejscu przyszedł czas na drinka. Po wcześniejszym, lekkim prosecco zapragnąłem mocy whiskey lub wódki – tak, nie boję się tego powiedzieć, wódka jest nie tylko dobra, ale i na wskroś Polska. Szefowa baru wypytała nas o ulubione smaki i samodzielnie przygotowała pasujące koktajle, mój był wariacja na temat ulubionego, ukochanego Old Fashioned. Rekomendacja jest jasna – większość z nas była zadowolona z tego, co pojawiło się na stole. Mój drink miał zarówno charakter jak i moc, czułem mocne nuty karmelu i jasny aromat… Tak, to lubię.

Żadna degustacja nie byłaby kompletna bez deseru. Kapitalna, mocna pozycja – tarta czekoladowa ze słonym karmelem i migdałami jest tym, czego od życia pragnę. Ogólnie cieszy mnie wszędobylskość słonego karmelu, mam nadzieję, że jego nadmiar mnie nie przesyci… Nie przypadła mi do gustu tutejsza beza, zbyt sucha i nijaka.

Bibenda to solidny gracz, który pomimo kilku wpadek zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Jak wspomniałem wcześniej, bardzo ważne są tu długie godziny czynnej kuchni, a co za tym podąża – wspaniały klimat nieustającej biesiady. I tak właśnie trzeba jeść, pić, zagryzać i cieszyć się momentami ze znajomymi, Bibenda na to pozwala, Bibenda do tego zachęca, Bibenda do tego pasuje!

Bibenda


ul. Nowogrodzka 10
Warszawa

+48 502 770 303
.
FB
pon-sob
ndz
12:00-02:00
12:00-01:00
Bibenda Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

hjkh

Share This

Share This

Share this post with your friends!