Zaznacz stronę

Zasadniczo powinna być to laurka – nic innego nie można pisać, gdy ktoś kończy osiemnaście lat. Z drugiej strony, w warszawskim biznesie gastronomicznym, gdzie pierwszą próbą ognia są trzy miesiące, a po trzech latach zostaje się weteranem, to lat osiemnaście jest przepustką do plemiennej (branżowej) starzyzny… A jednak to słowo wcale do CAVA nie pasuje, przecież jest to lokal świeży i wibrujący życiem. A to za sprawą opanowania najtrudniejszej sztuki: zmiany.

O ile Chmielna w ostatnich latach straciła na żywotności, tak Foksal, gdzie w największej mierze rozkłada się ogródek CAVA, wydaje się przeżywać kolejną młodość. Jaka to przyjemność! Siedzieć — bądź się romantycznie huśtać, są tu podwieszane siedziska — ciepłym wieczorem i spoglądać na przetaczające się przez deptak życie. A widać wszystko: zabieganych autochtonów, przyrośniętych do aparatów turystów, młodzież spieszącą na tanią wódkę w Pawilonach. Lokalizacja jest ogromnym atutem, jeszcze większym klimat, który w dużej mierze jest zasługą uprzejmej i sprawnej obsługi.

Są tapasy, co zawsze jest miłe w lokalu, który zachęca do spotkania w większym gronie. A spotkanie może być ładnie zakrapiane, czy to kawą przy śniadaniu, czy to cavą i drinkiem przy kolacji, ale do tego wrócimy. Najsampierw jedzenie, czyli to, co nas kręci. Spróbowałem lasagne z dzika (34PLN), która do klasycznego dania wprowadzała miłą nutę polskości. Nad wyraz sycąca, mogłaby spokojnie posłużyć jako porcja dwuosobowa, przypadła mi do gustu, choć przerosła możliwości. Burger (czy raczej burgerito slider) wołowy (35PLN) stoi świetną podwójną brioszką. I teraz debata, czy słodkie pieczywo pasuje do słonych dań, na co odpowiem prosto: pasuje. Mięsko dobrej jakości, choć zabrakło pytania o stopień wysmażenia, sos BBQ, mozarella, pomidory i rukola. Comfort food.

lasagne z dzika
burger wołowy

Jeśli o śniadania chodzi, mam dysonans. Z jednej strony świetne kawy, zwłaszcza polecam przepiękne trio: różane latte (17PLN) ze spienionym mlekiem oraz suszonymi płatkami róż, matcha latte (17PLN) oraz złote latte (18PLN) z jadalnym złotem. Złote, a skromne. Jest też kawowa alternatywa, są wersje „z prądem”… Z drugiej strony konfitury podawane do brioszki są bez smaku, czekolada jest zbyt płynna. A szkoda, bo sama brioszka, tak samo, jak w przypadku burgera — doskonała.

Przechodząc do tego, co ważne, jest ładna karta alkoholi, klasycznych i autorskich. Te ostatnie uporządkowane są w estetycznej i logicznej rozpisce, gdzie gwiazdki przyznane są w skalach wytrawny / kwaśny / słodki. Na początku spróbowałem – klasycznie – Old Fashioned, który podany został w ciętym krysztale, co zawsze jest miłe. Potem zaszalałem z kartą autorską.

Gold Porn Star Martini (23PLN) powraca do złotego konceptu, który poznaliśmy przy okazji kawy, koktajl bardzo udany i pijalny, a przy tym piękny – mógłby służyć za wizytówkę tego miejsca. Na koniec spróbowałem Green Smash (gin Beefmaster, Lillet Blanc, absynt, cytryna i bazylia), który spełnił rolę odświeżenia kubków smakowych przed drogą. Swoją drogą to ciekawe, jak miks potrafi zmienić naturę alkoholu, Lillet jest idealnym aperitifem, a dzięki dodatkowemu obciążeniu w postaci ginu i absyntu staje się odświeżającym, jednak digestifem. CAVA pożegnana jest na chwilę, to miejsce ma potencjał na wiele pięknie zmarnowanych nocy – z pewnością kolejny raz wrócę, żeby popatrzeć na żyjącą Warszawę.

Gold Porn Star Martini z Negroni w tle
Share This

Share This

Share this post with your friends!