Polski sentyment (Enoteka)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Polski sentyment (Enoteka)

Tekst dla Good Place Warsaw napisała Konstancja Gierba.

Pamiętacie Enotekę z kuchnią włoską, zlokalizowaną najpierw przy ul. Długiej, a potem na Rynku Nowego Miasta? Kilka miesięcy temu przeszła transformację, obierając azymut na dania rodzime, co szczególnie widać w aktualnym, okołoświątecznym menu, które miałam okazję przetestować.

Słowo o otoczeniu: Rynek Nowego Miasta to dość specyficzna część Warszawy, bo większość turystów kończy trasę zwiedzania na Pomniku Syrenki (ci bardziej wytrwalsi dochodzą ewentualnie do Barbakanu), a miejscowi w okolice Freta, jeżeli tu nie mieszkają lub nie pracują, raczej nie zachodzą. A niesłusznie, bo plac w bezpośrednim sąsiedztwie Enoteki jest uroczy, obecnie pięknie oświetlony, stąd serdecznie polecam zapuszczenie się w te rejony, by po zimowym spacerze rozgrzać się pod numerem 13/15.

Czym się rozgrzejemy? Polskimi składnikami, połączonymi w równie polskie dania. Jak deklarował właściciel, w Enotece nie chodzi o szokowanie smakiem, bardziej interesuje ich zabawa formą czy teksturą potraw. Mi osobiście tak starannie przemyślana i wykonana ortodoksyjność na talerzu nie przeszkadza.

Tatar jest niby do bólu klasyczny, z książkowymi wręcz dodatkami: grzybki marynowane, ogórek, cebula, ale już żółteczko wychylające ze skorupki jajka przepiórczego to miła dla oka i podniebienia niespodzianka. Przy czym zaznaczam w tym miejscu, że ja mało którego tatara jem, bo jednak jakoś cała koncepcja z surowizną do mnie nie bardzo przemawia, a w Enotece wciągnęłam całość błyskawicznie, bez oglądania się na współtowarzyszy kolacji. Znaczy się był smaczny. Kolejna rzecz godna polecenia to pierogi, a mając do wyboru gryczane z gęsiną i dyniowym puree czy z farszem z białej ryby w sosie szafranowym, wybrałabym te drugie za niesamowitą lekkość smaku, choć nie jest to decyzja podejmowana bez najmniejszego wahania, bo jednak to puree z dyni… no właśnie. Miłośników ziemniaków w formie wszelakiej ucieszy obecność w karcie blinów z wędzoną sieją (i nie spodziewajcie się tu smętnych plastrów, do których przyzwyczaił nas powszechnie występujący w większości knajp łosoś, lecz porządnych, grubo ciosanych kawałków mięsa), a jako alternatywa dla karpia sprawdzi się świetnie polski szczupak z dodatkiem sosu Veloute. Osobno chciałabym pochwalić estetycznie podany bigos (nigdy nie sądziłam, że to naczelne danie kuchni polskiej może ładnie wyjść na zdjęciach – a jednak!), smakujący jak wszystkie moje Boże Narodzenia, i mięciutkie niczym masło wieprzowe policzki z charakternym dodatkiem chrzanu.

W deserach nieco zabrakło mi tej polskiej konsekwencji, którą byłam rozpieszczana przez poprzednie godziny – bo brownie z sosem malinowym i crème brulee są smaczne, ale jednak obce naszej tradycji. Na szczęście w karcie jest też szarlotka, na jabłkach kwaśnych jak te pierwsze każdego lata, jeszcze niedojrzałe i kradzione za dzieciaka z ogrodu sąsiada.

Zapytana o ulubioną kuchnię, nigdy nie mówię o smakach polskich. Kusi mnie egzotyka, rozpływam się nad dopracowaniem dań francuskich i komfortową prostotą włoskich past. Polska kojarzy mi się z tym, czego przysięgłam sobie w domu nie gotować: tłuste kotlety, ciężkie sosy, absurdalna ilość mąki i ziemniaków. Do Enoteki chętnie bym wysłała zagranicznych gości, by powiedzieć im: hej, my też mamy czym się pochwalić! I za to wzbudzenie kulinarnych sentymentów Enotece serdecznie dziękuję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.