Tu zarezerwuj stolik na Fine Dining Week (Pink Lobster)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Tu zarezerwuj stolik na Fine Dining Week (Pink Lobster)

Nawet najlepszy tekst kulinarny zawsze będzie tylko cieniem zjedzonego posiłku. Dlatego uczciwie powiem: jeśli macie skorzystać z Fine Dining Week – wydarzenia, podczas którego menu degustacyjne w wielu z ambitnych restauracji można dostać w festiwalowej cenie 119PLN – to warto pospieszyć się z rezerwacją w Pink Lobster. Liczba miejsc jest limitowana, edycja zimowa trwa od szóstego do siedemnastego lutego, więc najwyższy czas! Poniższa recenzja będzie dotyczyć menu skomponowanego specjalnie z tej okazji, jednak wyciągnę z niej wnioski na przyszłość, zapraszam.

Nie tylko ja zwracam uwagę na „instagramowe” wnętrze lokalu. Uprzejmy kelner-gaduła (za to bardzo kompetentny) wyjawił, że sporo ładnych dziewcząt przychodzi tu zrobić sobie zdjęcie na różowym fotelu. Jeśli nie spróbowały kuchni, to im bardzo współczuję! No ale chyba na tym polega plaga „influencerstwa”.

W każdej z odwiedzonych w ramach Fine Dining Week restauracji są dwie opcje menu: mięsna i wegetariańska. Ja miałem przyjemność spróbować obydwu, i ku mojemu zaskoczeniu, nie zawsze wolałem pierwszy wariant. Przystawki to łosoś / kawior / oliwki czarne / kimchi /dymka / majonez szczypiorkowy oraz assiete z dyni. Tu wygrała opcja z łososiem, nieziemsko podkręcona przez soczystą, koreańską kapustę i wyciszona gładziutkim majonezem. Dynia także ciekawa, ponieważ jest wyrazista i mocna, zaskakująco charakterna w takiej wersji.

Negroni (standardowo to gin, słodki wermut i Campari) to koktajl festiwalowy. Dobry wybór, ponieważ sprawdza się zarówno w roli pobudzacza apetytu (aperitif), jak i ułatwia trawienie (digestif). Martini jest sponsorem wydarzenia, co jest całkiem rozsądnym ruchem w PR-owej batalii. Dopiero co piłem doskonałe Negroni w pop-upie Campari w Hali Gwardii, a teraz przyjemność się powtarza

Zupa krem z topinamburu to coś, nad czym wielokrotnie się rozpływałem, pierwszy raz już trzy-cztery lata temu, gdy topinambur zaczął powracać do łask. Tu jest wielka przyjemność, kontrapunkt w postaci gęsich żołądków i kaszanki w wersji mięsnej oraz wędzonego twarogu w drugiej. Skłaniam się ku twarogowi – nie chodzi o to, że kaszanka czy żołądki są złe, bynajmniej! Po prostu sól, słony ser daje mi dokładnie to, czego chciałem.

Krewetki / salsa verde / soczewica beluga / orzechy laskowe / pomidory pieczone / pietruszka to danie łatwoprzyswajalne, lekkie ale niepozbawione fantazji. I to chyba mianownik wspólny większości zaprezentowanych w Pink Lobster dań: dania przyjemne w jedzeniu i pomysłowe, jak ten gołąbek poniżej. Jasne, nazwijmy to kapusta włoska / kasza jęczmienna / pomidory pieczone jednak dla mnie będzie to wege gołąbek – przyjemny i pomysłowy.

Policzki wieprzowe / ziemniaki / chrzan / jarmuż / grzyby / pigwa to kolejna iteracja poprzedniego zdania, przyjemność! Mógłbym podać Babci – dość konserwatywnej, jeśli o smak chodzi – i byłaby zadowolona. I to nie tylko dlatego, że chrzan z puree, o nie. Ravioli / gorgonzola / orzechy włoskie / masło palone / piernik to najsłabsza pozycja z dotychczas spróbowanych, jedyna nudnawa – chyba za sprawą sporej ilości masła palonego, które jest dosłownie wszędzie.

Na koniec najlepsze, czyli ptyś! W obu wersjach taki sam: ciasto parzone / czekolada / czarna porzeczka / piernik – czarna porzeczka jest w środku, jest na talerzu, jest też zrobiona z niej „żelka”, dodaje przekornej goryczy. Ekscytujący deser o wielu warstwach, zachwycić się można już na poziomie robionego na miejscu ciasta parzonego. Teraz muszę wybrać się do Pink Lobster już po wydarzeniu, spróbować innej wersji ptysia…

Tak, jak napisałem na Instagramie – Pink Lobster sprawił, że czułem ekscytację na myśl o kolejnym daniu, a przecież dlatego piszę – żeby podzielić się tym nieuchwytnym wrażeniem. To już nie chodzi nawet o smak, co o kompletne doświadczenie: od wnętrza, przez obsługę, po zaskakującą konstrukcję menu. Brawo!

Pink Lobster

Żurawia 6/12, 00-503 Warszawa

572 672 772

Zrób rezerwację na Fine Dining Week.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.