…w pełnym negliżu (Komu Komu)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

…w pełnym negliżu (Komu Komu)

Dziś będzie nie tyle recenzja, co rozmowa na temat knajpy, a raczej całego konceptu, ponieważ mowa tu o Komu Komu na terenie Soho Factory.

Rozmawiałem z Witoldem Grzybowskim znanym z Klub Hydrozagadka, Chmury i REJS oraz Martą Leśniewską z BRC Vintage. Za projekt odpowiedzialny jest także Marcin Kwapik, którego udało mi się złapać na zdjęciu powyżej. Bardzo podoba mi się, że ekipa czerpie mocno ze swoich doświadczeń, tworząc miejsce z historią – w ten sposób trafiła tu sauna, która kiedyś znajdowała się na terenie Rejsu. Wyposażona w lustro weneckie, pozwala siedzieć w środku w pełnym negliżu i bezpiecznie obserwować nieświadomych przechodniów. Sauna jest nietypowym dodatkiem do restauracji, jednak uważam, że to pomysł o tyle dobry, co w okolicy Soho wyjątkowy.

W miejscu, gdzie obecnie znajduje się restauracja, dawniej była kuchnia gruzińska, później znana z ogródka Szklarnia. Połączona przez ZOO Market ekipa, postanowiła zagospodarować tę przestrzeń, angażując przy tym świetnych profesjonalistów. Autorem karty w Komu Komu jest Tadeusz Muller z Make Me Food, za mięsa odpowiedzialny jest Grzegorz Kwapniewski z Crazy Butcher.

W karcie jest spora ilość talerzyków – przekąsek, nawiązujących w formie do tapasów, większych przystawek, kilka zup, opcje wegańskie i desery, jednak dla mnie najciekawsze są pozycje z grilla. Na zdjęciach poniżej zobaczyć możecie Komu Komu Uczta (99PLN), czyli selekcję mięs przewidzianą dla czterech-pięciu osób. Bądź dla dwóch-trzech „mnie” – w takich momentach cieszę się, że jestem tylko jeden.

Grzegorz Kwapniewski nie bez powodu cieszy się w Warszawie ogromną renomą, dawno nie jadłem tak dobrych kiełbasek! A trzeba wiedzieć, że jestem amatorem, choć po tym, jak dwa lata temu nadziałem się na trefne serdelki, do dziś jestem podwójnie ostrożny. Na talerzu błyszczą – metaforycznie – żebra jagnięce, soczyste i pobudzające zęby do szarpania! Pochwalić muszę też domowej roboty sosy: toum, harissa i keczup z dyni.

Pomysłowe desery? Choco Choco Choco to nic innego, niż tres leches, czyli meksykańskie ciasto mleczne w bardzo czekoladowej odsłonie. Zdecydowanie dla tych, którym słodycz nie straszna, dodatek pistacji jak najbardziej na miejscu. Mnie kupiły Apple Tacos Pie, czyli tacosy kukurydziane, nadziane szarlotką (podane na ciepło) z gałką lodów chałwowych. Nuty chilli w szarlotce proszą się o zagryzienie lodami, pomysł świeży i atrakcyjny.

Tak naprawdę czekam lata, gdy Komu Komu zagospodaruje sporych rozmiarów ogródek, liczę też na akcje promujące szeroko rozumianą kulturę – przecież na tym się tu znają. Jedzenie mnie zachęca, z pewnością wrócę i to nie tylko dlatego, żeby sobie znowu uciąć pogawędkę czy popatrzeć przez weneckie lustro.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.