Zaznacz stronę

Rynek restauracji chińskich jest wciąż ubogi. I teraz widzę oburzone miny, wzniesione pięści i gniewne spojrzenia – niestety, podwórkowy „chinol” do restauracji ma się tak, jak moja domowa buła do pizzy z pieca w Neapolu. Co nie znaczy, że w takich barach nie może być dobrze, wprost przeciwnie, zdarzają się żyły złota ( swego czasu indyk masło czosnek w okolicach Pola Mokotowskiego), sympatykom tego typu kuchni polecam fanpage kozak chinole wwa blog. Szczęśliwie dla mnie, znajdująca się przy Marszałkowskiej restauracja Mao odcina się od barowego charakteru kolegów po fachu, zachęca estetycznym wnętrzem, spójną kampanią w social media. Moją uwagę zwróciły drinki nawiązujące do chińskiego horoskopu, do tego wprowadzone przy okazji celebracji Chińskiego Nowego Roku, kapitalny pomysł!

Jak już wspomniałem, wnętrze lokalu jest bardzo przyjemne i spójne, jasne drewno połączone z azjatycką estetyką przyjemnie podkreśla elektryczny błękit obić. Menu ciekawe, obszerne i zróżnicowane, bardzo podoba mi się pomysł pogrupowania według cen (6-10-15-22-25-34PLN), daje możliwość zamówienia dużej ilości mniejszych przekąsek i dzielenia się nawzajem. Obsługa entuzjastyczna, choć brakuje jej podstawowych informacji dotyczących kuchni chińskiej. Ponieważ wcześniej widziałem zdjęcia z restauracji z bułeczką bao, chciałem ją zamówić, odbyła się rozmowa „z czym jest bao?” „nie mamy bao, jest burger Mao” „a na czym jest burger?” „na bułce gotowanej na parze”. Niestety, podstawowa terminologia jest niezbędna.


Wielka pochwała za wontongi smażone (10PLN) – u góry chrupiące z wilgotnym na dole mięsem, są przykładem jak sprawnie połączyć można trzy proste smaki (imbir, marchewka, kurczak) i nadać im nowy charakter. Podobnie dobrym wyborem była pak choi z boczniakiem (10PLN) czyli duszone z sosem ostrygowym warzywa o delikatnym, lecz charakterystycznym posmaku. Znana też jako bok choi, kapusta nie jest wcale tak prostym materiałem, jak mogłoby się wydawać.

Na danie główne spróbowałem burgera Mao. Podany z czipsami krewetkowymi, nie prezentował się aż tak apetycznie, bao nie było sprężyste, nie miało tej fajnej konsystencji, jaką można było dostać w Fokim, czy teraz w Cool Cat. Za to wnętrze ok, jeśli rozpatrujemy to jako burgera, dobrej jakości mięso wołowe, sprężyste i doprawione na wschodnią nutę. Do burgera wypiłem mojito, będące w promocyjnej cenie dwunastu złotych (promocje regularnie się zmieniają). Bardzo udany koktajl, rumieńców dostał dzięki dodatkowi kumkwatów – tak rzadko widzę je na warszawskich stołach!

Inną bajką jest zestaw lunchowy (19,90PLN), cierpiący na bolączkę większości serwowanych w trakcie dnia, tańszych wersji dań. Są one po prostu uboższe od tego, co normalnie znajduje się w karcie i tak: ostro kwaśna zupa pomidorowa i wieprzowina pozostają w tym samym zakresie smakowym, ba! Te same klopsy pływają w zupie. Nie jest to oferta zła, zwłaszcza mając na uwadze aspekt ekonomiczny, jednak daleko jej do poziomu przystawek, głównie za sprawą monotonnego smaku.


Mao to bardzo fajny koncept, możliwość oswojenia kuchni chińskiej – czy to dzięki regularnym promocjom, przyjaznej karcie, fajnemu sposobowi podania czy dobrej lokalizacji. Niestety, póki co działają dla mnie przystawki i drinki, za to brakuje wielu innych elementów: dokształcenia kadry, dopracowania dań głównych czy zróżnicowania menu lunchowego. Dlatego wolę potraktować to jako początek, miejsce do dalszego rozwoju, a nie ślepą uliczkę.

Restauracja chińska Mao


Marszałkowska 62
Warszawa

796 262 629
.
restauracjamao.pl
pon-ndz 12:00-23:00
Share This

Share This

Share this post with your friends!