Zaznacz stronę

Gdy koleżanka, której nie widziałem zdecydowanie zbyt długo, zarekomendowała mi Mei, a warto tu wspomnieć, że jest ona specjalistką od kuchni koreańskiej, nie wiedziałem czy się cieszyć: ani lokalizacja: pawilony pod Poniatoszczakiem, ani opis („kolejna suszarnia z elementami Korei?”) mnie nie zachęciły. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że lokal znajduje się naprzeciw Centrum Kultury Koreańskiej – to poprawiło moje nastawienie, ponieważ wiem, że Koreańczycy nie są skłonni jadać w restauracjach, w których nie smakuje „domem”.

Sam lokal raczej nie zachęca – wąziutki pawilonik z otwartą kuchnią kojarzy się raczej z kebabem, niż restauracją orientalną. Obrotowe krzesło, na którym siedziałem okropnie trzeszczało (może czas na dietę?), co dało się na szczęście wyeliminować zmieniając siedzisko na inne, jednak w restauracji, gdzie ceny pojedynczego dania wykraczają ponad trzydzieści złotych, coś takiego nie powinno mieć miejsca. Tu docieramy do sedna: ceny restauracyjne, wnętrze barowo-kebabowe, dla kogo powstało Mei? Oczywiście, powstało z myślą o dowozie do pobliskiego CKK (dowozie, raczej donosie) i do Ambasady Korei. Tym samym ceny mogą być przeszkodą dla kogoś, kto chce zakosztować, spróbować tutejszej kuchni.

Wybieramy dwa dania główne. Pierwsze na stół wjeżdżają tteokbokki (40zł), czyli koreańskie kluchy na ostro, porcja dwuosobowa, jak przestrzega nas karta. Rzeczywiście, na dość sporym talerzy znajdują się nie tylko walcowate, mączne cuda, ale i sporo ciasta rybnego, kapusty, a nawet pierogów mandu, wszystko zalane ostrym sosem chilli. Sos nie jest tak ostry, jak w ulubionym przeze mnie Haru Kimbap w Sulejówku, więc jest to opcja bezpieczniejsza dla polskiego podniebienia. W mojej skali 5/10, co dla przeciętnego wcinacza oznacza po prostu „ostre”. Podobnie kimchii – było świeże, a co za tym idzie, nie miało tyle „mocy”. Wciąż uważam je za bardzo dobre.

MeiNastępny w kolejce jest Gangnam Chicken, jak podaje karta. Oczywiście, mamy do czynienia z yangnyeomtongdak, czyli panierowanym kurczakiem po koreańsku, który warszawskim restauracjom znany jest pod tysiącem nazw: we wcześniej wspomnianym Haru Kimbap to kurczak w czerwonym sosie, w Czerwonym Wieprzu – Kurczak Mao. Tak, czy inaczej, jest to danie przepyszne, a wersja z Mei jest prawdopodobnie najlepszą, jaką miałem okazje spróbować. Słodko-ostry sos i dobra konsystencja panierki sprawiają, że największy sceptyk kuchni koreańskiej zacznie głośno mlaskać z zachwytem (dobre maniery w Korei).

MeiJako miły dodatek, dostaliśmy próbkę tutejszego sushi. Świeża ryba, ryż kleisty i smak! Ryba doprawiona w stylu koreańskim, więc ma to inny charakter, niż japoński standard. Mmm.

Mei

Jeśli miałbym podsumować, to polecam zamawiać z Mei do domu – lokal nie jest atrakcyjny, za to kuchnia wybija się, jako ponadprzeciętnie dobra i autentyczna. Mam nadzieję, że w przyszłości poszerzą kartę o więcej tradycyjnych, koreańskich dań, najbardziej tęskno mi do bibimbapu (mieszanego ryżu). Z pewnością wrócę tu na sushi, którego początkowo brać nie chciałem.

Mei

Adres: ul. Solec 81B, CH. ARKADA/P-2

Godziny otwarcia:

Pon – Sob.: 12:00 – 20:00

Strona: FB

Share This

Share This

Share this post with your friends!