Zaznacz stronę

Bardzo rzadko zdarza się to, że wszyscy moi kulinarni znajomi zgodnym głosem wychwalają jedno miejsce. Wręcz to jest podejrzanym, więc gdy po raz n-ty usłyszałem o tym, że My’o’tai jest miejscem wartym odwiedzin, do tego rekomendacje te padły w bardzo krótkim odstępie czasowym, uznałem to za sprawę godną inwestygacji.

 

My'o'tai

Dochodzenie miało miejsca przy ulicy Szpitalnej 8, jednak to już okazało się zmyłką: wejście znajduje się od strony ulicy Szpitalnej, źródła podają, że tuż obok bliźniaczego lokalu My’o’my. Wnętrze proste, acz estetyczne i czyste, nie odrzucają w nim nawet meble rodem z Ikei. Miłym akcentem kolorystycznym są lampiony przyczepione do sufitu głównej sali, jedyny orientalny akcent obecny w wystroju. Jestem pozytywnie zaskoczony, gdy dowiaduję się, że szefem kuchni jest znany mi z krakowskiego Yellow Doga Trisno Hamid – do dziś pamiętam niesamowicie delikatne wołowe poliki! Dobry początek, jednak wprawiony śledczy nie daje się zwieść byle poszlakom, przechodzimy do badania miejsca zbrodni, to jest karty dań.

 

My'o'tai

Selekcja dań jest szeroka i wąska zarazem: brakuje klasycznych dań kuchni tajskiej, jest za to sporo odjazdu, rzeczy oryginalnych, wręcz unikalnych. Pierwszy na stół dociera bakłażan w ziołach, jest tu obecne jajko, mięta, kolendra i chilli, szalotka, dymka i spore ilości sosu rybnego, wszystko posypane siekanym prażonym ryżem. Pierwszy wniosek ze śledztwa: jeśli boisz się eksperymentów, lub nie pasuje Ci smak sosu rybnego, nie masz czego tu szukać! W innym przypadku daję zielone światło.

 

My'o'tai

Skrzydełka są karmelizowane, nie ma ich wiele, ale cena – podobnie jak reszty dań – nie przeraża (16zł). Tu też obecny sos rybny, jednak już tak nie dominuje, jest chilli i kolendra, zagryzam marynowanym ogórkiem, który odświeża podniebienie po ostrych skrzydełkach, dobre połączenie.

 

My'o'tai

Polędwica z ziołami podana jest bardzo podobnie do grillowanego bakłażana – samo mięso dobre i aromatyczne, kusi delikatną fakturą. Tu pojawia się też bazylia tajska, wcześniej nieobecna, jako dodatek dobieram ryż jaśminowy, kleistego już nie ma, co sugeruje, że lokal warto odwiedzać wcześniej.

 

My'o'tai

Głównym podejrzanym zostaje krem z kokosa i pandamu, który szturmem zdobywa moje podniebienie. Tak! Wspaniały deser o konsystencji crème brûlée, oczywiście bez karmelizowanej skorupki i znacznie mniej słodki, za to mocno kokosowy i… zielony.

 

My'o'tai

Podsumowując, My’o’tai jest miejscem oryginalnym, niedrogim, zwłaszcza porównując z innymi restauracjami tajskimi, o dobrej kuchni. Niestety, czy raczej stety, nie przypasuje ona każdemu podniebieniu – chociażby przez wszechobecny sos rybny, którego zapach czuć od samego progu. Gdzieś czytałem, że jest tam „ściana smrodu” – albo poprawiono warunki wentylacji, albo była to opinia mocno przesadzona. Tak, czy inaczej wracam z dochodzenia zadowolony i z konkluzją: winny dobrej kuchni! Znajomi mnie nie zawiedli, a podniebienie czeka już na kolejną sprawę.

 

My’o’tai

Adres: ul. Szpitalna 8 (wejście od Górskiego)

Telefon: 662 742 901

Godziny otwarcia:

pon – czw 12.00-0.00

pt -sob 12.00-3.00

nd. 12.00-21.00

Strona: FB

 

My'o'tai

Share This

Share This

Share this post with your friends!