Zaznacz stronę

Przez te lata, które mieszkam w Warszawie, obserwuję bacznie żywot różnych lokali. Co chwilę widzę chmarę nowych otwarć, lecz od razu mam świadomość, że po roku odwiedzić będę mógł tylko połowę z nich. Ewolucja Na Lato nie jest typowa: na początku była to niszowa imprezownia, po remoncie zmieniła się w restaurację „dla wybranych”, by obecnie stać się popularnym i docenianym miejscem kulinarnych pielgrzymek. Pisał już Maciej Nowak, pisała Restaurantica, o dziwo na Gastronautach nie ma tak wiele recenzji tego miejsca, za to te, które są, nie należą do pozytywnych. Hmm, po słodko-gorzkim miksie, czas na opis moich wrażeń.

 

Na Lato

Znając lokal z jego „imprezowych” czasów, jestem pod dużym wrażeniem renowacji, jakie przeprowadzono. Jest szykownie, stolików sporo, acz nie przesadnie – klimat opisałbym jako niezobowiązującą elegancję. Młoda i świeża obsługa jest sprawna i uprzejma pomimo tłumu związanego z porą lunchową. Szybko zostajemy skierowani do stolika, a kelner jest pomocny przy wyborze dań – trafiliśmy akurat na dzień, w którym zmieniono kartę. Pierwsze rozczarowanie: nie ma już smażonego boczku! Załkałem cicho, bo jakiś czas temu, podczas wizyty nierejestrowanej okiem aparatu, zakosztowałem tu tego przysmaku. Chlip.

 

Na Latokonsola DJska

 

Jazzowe dźwięki, które uprzyjemniały nam pobyt w Na Lato, oscylują w zakresie „mojej” muzyki, nawet jeśli są odrobinę za głośne. Jeden z kelnerów co jakiś czas zmieniał kolejne utwory, posługując się konsolą DJską, która z pewnością jest pozostałością poprzedniego wystroju.

Na przystawkę próbuję foie gras z galaretką z różowego porto i sama nazwa budzi już u mnie dreszczyk emocji – pasztet strasburski, który robiony jest ze stłuszczonych wątróbek kaczych i gęsich, należy do wspaniałych, acz trudnych w przygotowaniu dań. Ten w Na Lato mnie nie rozczarował – idealna konsystencja, świetny, niemal maślany smak, a dodatek winnej galaretki był żywym przełamaniem, które wzbogaciło delikatny charakter dania.

 

Na LatoFoie gras z galaretką z różowego porto

 

Po tak dobrze rozpoczętym posiłku przyszedł czas na węgierską zupę fasolową, która już nie miała tego magicznego pierwiastka, co poprzednia potrawa. Może to wina zbyt dużej ilości groszku ptysiowego? Nie jestem pewien, ale trudnym okazało się zjedzenie całego dania.

 

Na LatoZupa fasolowa

 

Sytuację poprawiła pizza z riccotą, szpinakiem i parmezanem, oraz sałatka z pieczonym burakiem, cieciorką i pomidorem. Ta pierwsza miała świetne, cieniutkie ciasto, które od razu przypomniał mi pizzę z Mąka i Woda. Samo nadzienie mogło być bardziej zróżnicowane, choć przekonany jestem, że największym atutem tego wypieku było połączenie ciasto + sos – chętnie wpadłbym tu na margaritę.

 

Na Lato

Pizza z ricottą i szpinakiem

 

Sałatka dość standardowa, jednak soczysty burak wyróżniał się pośród różnego typu sałat i (znów) groszku ptysiowego, co pozwoliło mu zabłysnąć i przejąć smakowy prym.

 

Na LatoSałatka z burakiem

 

Szef kuchni Michał „Magiel” Myszkiewicz przeniósł swoje londyńskie doświadczenie kulinarne na polską ziemię i okazało się to świetnym posunięciem. Kłóciłbym się o przywrócenie boczku, który dostarczył mi niegdyś tyle radości, jednak widząc, w jakim kierunku ewoluował i wciąż lokal ewoluuje, wierzę, że jeszcze nie raz gastronomicznie się tu zakocham. Na przekór nudzie, wieczorami można wpaść tu na drinka, wino, lub klasyczną wódkę, jest nawet gdzie potańczyć!

 

NA LATO

Adres: ul.Rozbrat 44

Godz. otwarcia:

Pon: 08:00 – 23:00
Wt. – Śr.: 08:00 – 01:00
Czw.: 08:00 – 02:00
Pt.: 08:00 – 05:00
Sob.: 10:00 – 05:00
Ndz.: 10:00 – 00:00
Strona internetowa: Facebook

Na Lato
Na Lato
Na Lato
Na Lato

 

Share This

Share This

Share this post with your friends!