Zaznacz stronę

Izolacja nie musi oznaczać przerwy w odkrywaniu nowych smaków. Ba! Wszechobecne akcje spod znaku #wspieramgastro zachęcają do zamawiania z ulubionych restauracji, co zapewni im środki niezbędne do przetrwania tego trudnego okresu. Oczywiście zachęcam do odbioru bezkontaktowego (dostawca może zostawić paczkę pod drzwiami), oraz zamawiania bezpośrednio od restauracji – w ten sposób omija się pośredników, nieraz biorących do 30% wartości zamówienia.

Początkowo, planowałem podzielić dostawy na trzeba/można/można, ale po co – zrezygnowałem jednak z tego pomysłu, głównie dlatego, że wiele restauracji, których jedzenie broni się na miejscu, w dostawie potrafi wypaść znacznie gorzej: czy to ze względu na temperaturę, czy konsystencję, czy ogólną estetykę podania. Dlatego, w tym artykule przedstawiam jedynie te miejsca, które „trzeba”, czyli połączenie wysokiej jakości posiłku z umiejętną dostawą.

Deseo

Luna (księżyc, choć moim skojarzeniem zawsze jest kot Sailor Moon)

Jeszcze niedawno chwaliłem selekcję nowych ciastek, a już pojawiła się gwiazda spod wegańskiego znaku. Luna, bo tak się nazywa ta ślicznotka, to mus na bazie czekolady Madagaskar 67% , silken tofu i mleczka kokosowego / marmolada wiśniowa / ganache z wytrawnej czekolady / karmelowy ganache / prażony słonecznik. Tak, jest to ciacho WEGAŃSKIE, a wcale nie traci na smaku.

Chapeau bas!

Salsiccia Pizzeria Napoletana

Jeśli o dostawy chodzi, to mamy tu specjalistów. Pizzeria wyspecjalizowana w neapolitańskim stylu, dostarcza mi klasyczne placki już od dłuższego czasu – nie zdarzyło się jeszcze, żebym wyszedł niezadowolony! Swoją drogą byłoby to dziwne, gdybym z niezadowolenia opuścił własne mieszkanie…

Kura

Kury nie muszę przedstawiać. Ale i tak to zrobię! Kura to mój ulubiony streetfood, czerpiący inspiracje z panierowanych amerykańskich tradycji, jednak nie będący nimi ograniczonym. Znajdziecie tu wszystko, od chrupiących stripsów, przez glazurowane skrzydełka, po cieknące sosami kanapki – a jakie to sosy! Nie żadne „ze sklepu dla gastro”, tylko własne, robione w lokalu.

Warto sprawdzać oferty specjalne, warto być na bieżąco. A! Spróbujcie też gofrów.

Superiore Restaurant

Już jakiś czas temu mogliście na stronie przeczytać jak rozpływam się nad Superiore (i to od lat, bo pierwszy raz restaurację odwiedziłem z cztery lata temu). Teraz już wiecie, że w dostawie nie jest wcale gorzej!


Świetny hummus, dobra botwinka, polecam rolady z perliczki czy pasztet z gęsi… no i gnocchi z pesto, ach! Jest też tu wypiekany tradycyjny chleb na zakwasie.

Raj w Niebie

Za dzieciaka myślałem, że jedzenie jest albo zdrowe, albo smaczne. Wtedy wchodzi Raj, cały na kolorowo.

Zacznijmy od Saimin, nazywanym hawajskim ramenem, zupa dostała do mnie cieplutka, makaron dostarczony osobno – dzięki czemu nie rozmókł; napar lekki, nie tracący przy tym aromatu kaczki, jajko marynowane i ach, przemiło.
Najlepszym daniem – jak zawsze – są poke bowle, tym razem zachwycił mnie shrimp bowl. Poza krewetkami, znalazłem tu limonkę, rzepę marynowaną, awokado, koper włoski marynowany w pomarańczy, fioletową marchewkę, mango, kiełki mizuny i czipsy krewetkowe. Do tego idealny sos!


Raj zachowuje świeżość, nic nie traci w dowozie – o takie „dowozy” walczę.

Restauracja Chulo

Na pierwszym planie pad thai, jednak to pierożki momo grają tu pierwsze skrzypce.

Pochodzą z kuchni Tybetańskiej oraz Nepalskiej, gotowane są na parze. Każdy kolor oznacza tu inny smak, są z mielonym mięsem indyka, są wegetariańskie z marchewką, kapustą, cebulą, szczypiorkiem i kolendrą. Ciekawy jest farsz Jhol – z zupą na bazie prażonego sezamu, kolendry i pomidorów. Są nawet deserowe, z wypełnieniem z białej czekolady.

Farina e vino

piknik na moim balkonie

Farina e vino nie rezygnuje ze zestawów lanczowych, do wyboru (poza regularną, włoską kartą) są zestawy ze słonecznej Italii i równie słonecznej (czasami) Polski. U mnie, na kocyku miks polsko-włoski: krem z pieczonej papryki z dodatkiem malinowych pomidorów, rukolą i oliwą truflową, pulpety z soczewicy i spaghetti bolognese (tu już z mięsem).

Biryanipot

Na koniec dowóz indyjski.

Pyszny, chrupiący naan, kurczak przygotowany w naczyniu biryani, no i butter chicken, miękki i zatopiony w kremowym sosie, który – uprzedzam – jest po ostrej stronie mocy.

Share This

Share This

Share this post with your friends!