można, wypada, trzeba (San Thai)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

można, wypada, trzeba (San Thai)

Moja Mama jest dość konserwatywna – jeśli o kuchnię chodzi – najczęściej wybiera te miejsca, które już dawno temu sprawdziła, trzyma się też bezpiecznych wersji kuchni polskiej i zeuropeizowanej amerykańskiej. Wyjątkiem są restauracje tajskie, które zapalają w jej oku drapieżne światełko, a ja przecież nie mogę być od niej gorszy. Dlatego wciąż poszukuję nowych okruchów Tajlandii, do których mógłbym Mamę zabrać – nie wiem jakim cudem San Thai przy Próżnej się przede mną uchowało. Dziś nadrabiam.

Wnętrze, choć nie należy do wielkich, zaaranżowane jest zarówno bogato, jak i ze smakiem. Nie brakuje tu akcentów dalekowschodnich, złoci się Budda i ananasy, są podświetlone obrazy i bar, na którym niczego nie brakuje. Co ważne, a może najważniejsze, nie jest tu ciasno, co jest stałą bolączką restauracji o mniejszej powierzchni.

Satay Gai (22PLN) to klasyczny szaszłyk z kurczaka z sosem orzechowym, tu kurczak jest za sprawą mleka kokosowego soczysty i sos wyrazisty, dobry „zaostrzacz” apetytu. Od „zaostrzacza”, ostrzejszy – tym razem dosłownie – jest Neua Kua Klur (29PLN), wołowina z chilli, cebulką i sezamem, danie z drugiego końca tajskiej skali, lepkie i słodkie, z ogniem w słodyczy ukrytym.

Gung Phanang (69PLN) to nic innego, jak krewetki królewskie w curry. Nie byle jakim curry, bo mowa o Phanang (pisane też Phanaeng) na bazie orzeszków ziemnych, słodkie i słone zarazem, idealne do owoców morza. Nie zapominam o odświeżającym liściu limonki – danie bardzo zacne.

To curry tak przypadło mi do gustu, że postanowiłem spróbować też łososia w nim zanurzonego. Salmon Phanang (49PLN) jest daniem ciekawym, jednak w porównaniu z krewetkami nie ma startu, deklasują je o dobre kilka oczek. Jak widać, lepsze wrogiem dobrego.

Bez deseru nie wychodzę! Karta słodkości jest krótka, za to treściwa. Poprawnie wykonany Sticky Rice Mango (22PLN) zadowoli sympatyków tego dania, jednak dla mnie jest.. typowy. Co innego smażony banan z lodami (20PLN), panierka nie jest tłusta (częsty problem), za to kusi lekkością, do tego gałka kremowych lodów i soczysta polewa, marzenie!

Wielkim zaskoczeniem dla mnie była jakość koktajli, w końcu domeną restauracji tajskich zdaje się piwo, a tu trafiłem na szalenie kompetentny bar. Aperol, kochany szprycerek (24PLN) jest jednym z najlepszych w całym mieście, świeży i mocny, połączenie zabójcze imprezowo, za to pożądane przy kolacji. W dwóch słowach, w San Thai jeść i pić można, wypada, trzeba

San Thai

FB

Próżna 10, Warszawa

numer telefonu 577 607 775

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.