Przywracanie smaku kuchni arabskiej (Tahina)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Przywracanie smaku kuchni arabskiej (Tahina)

Nie ma drugiej, tak niesprawiedliwie traktowanej w Polsce kuchni, jak arabska. Pierwszym skojarzeniem są budki z kebabami, ostre sosiwa i kapiący tłuszczem lawasz, czy sucha, zapychająca pita. Wina leży zarówno po stronie rodzimego odbiorcy, który masowo rzucił się na szybką i tanią przekąskę, oczekując fastfoodwej przyjemności płynącej z posiekanej kapusty i udającej baraniny świnki, jak i sprzedawców, którzy rzadko kiedy wkładają wysiłek w przygotowanie dań prawdziwych i autentycznych. Tahina na Wilczej to lokal niewielkich rozmiarów, jednak wielkiego smaku, który przoduje w ciężkiej pracy przywracania smaku kuchni arabskiej.

Pomimo niedawnego otwarcia na Wilczej, Tahina może być wielu z was znana – wcześniej właściciele niejednokrotnie wystawiali się na targach kulinarnych. Dwa lata temu wygrali konkurs na najlepszego falafela w Warszawie, słusznie z resztą. Kuchnią rządzi tu Ouce Naser, szef kuchni, któremu nie byłem w stanie uwierzyć, gdy powiedział, że jest samoukiem. Niemal wszystko w Tahina jest przygotowywane przez niego, ze względu na niewielką powierzchnię nie w lokalu na Wilczej, a zewnętrznej kuchni.

Na sam początek mezze: baba ghanoush, hummus, mohammara czy salsa tahina. Wszystkie pasty są kapitalne, ja oczywiście największą słabość mam do bakłażana – czy można mi się dziwić? Co ciekawe, jedyną prawilną wersją hummusu jest po prostu hummus, żadne wersje paprykowe czy w smakach innych. Ewentualne dodatki kładzie się na wierzchu, nie dodaje ich do miksu.

Poniżej możecie zobaczyć kilka Tahina Bowls, czyli posiłków, których skład możecie skomponować samodzielnie. Najpierw baza, czyli najważniejszy składnik: falafel, kurczak, wołowina czy qawarma? Do tego dobrać można masę dodatków. Od klasycznej marynowanej rzepy (czerwony kolor zawdzięcza burakom, choć zapowiadana jest też żółta, od curry), przez wcześniej wspomniane pasty i sosy, po warzywa i sałatki. Koniecznie spróbujcie zdrowych, chrupiących czipsów!

Wołowina to bardzo dobry wybór, udziec wołowy wysokiej próby, pełnia smaku i aromat, który może się przyśnić. Nuggetsy? W McDonaldzie ostatni raz jadłem półtora roku temu, w przypływie nocnej desperacji. Spokojnie, tutejsze są wegetariańskie, z wszechmocnej ciecierzycy. Zachowują przy tym przyjemną konsystencję i wydaje mi się, że nawet wybredny dzieciak by nie marudził, a na pewno czułby się po tym dobrze.

A czyje to czerwone pazury? Tahina odwiedziłem z przemiłą Głodną Dorotą (wariacjerestauracje), koniecznie wpadnijcie do niej z wizytą. W tym kobiecym uścisku kryje się falafel, który pozwala zabrać posiłek w drogę. Nadziać – poza dodatkami podobnymi, co w wersji talerzowej – można wołowiną, piersią z kurczaka bądź falafelem. Polecam zwłaszcza ostatni, skoro jest tu najlepszy to wstyd nie spróbować!

Tahina to kapitalne miejsce, które polecam chętnie i gęsto. Wadą jest niewielka powierzchnia lokalu, jednak da się to wytrzymać. Jako ostateczną rekomendację, wstawię tu wpis o kawie, który jakiś czas temu wstawiłem na fejsbukową stronę Good Place Warsaw:

Tahina


Wilcza 26
Warszawa

512 954 582
.
FB
wt-ndz 12:00-20:00

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.