Good Place Warsaw

na ulicy Bangkoku (Too Thai)

Nie wiem, czy byliście w Tajlandii, sam jeszcze tej przyjemności nie miałem, choć od lat jest ona przyczajona w moich podróżniczych planach. Jeśli to jeszcze przed wami – to będzie przedsmak, jeśli już po – wspomnienie, w każdym razie Too Thai odciśnie na was głębokie wrażenie, ponieważ wystrój jest naprawdę oszałamiający! Uliczne światła, wytatuowane dziewczyny na ścianach, Dom Tajski, neony… To wszystko w lokalu przy ulicy Wilczej, który niedawno jeszcze odwiedzałem, gdy zbierała się tu cała ekipa Akademii Medycznej (za czasów Tortilla Factory, wejście od Poznańskiej). Skoro już jasnym jest, że wystrój mnie zachwycił, zajrzyjmy w talerze.

Posiłek, który zaczyna się od tatara to dobry posiłek. Pamiętajcie: zmielony to może być… mielony! A nie tatar, on ma być posiekany, tu nie jest najdrobniej, co może być zaletą, a może nie. Na pewno na korzyść przemawia ogrom niecodziennych dodatków: tajska pasta miso (tak, różni się smakiem od japońskiej kuzynki), musztarda francuska, aioli kolendrowe i wiórki kokosowe. Na boku podano czipsy krewetkowe, których wielkim fanem nie jestem, jednak sprawdzają się w roli „zgarniacza” lub „przegryzacza”.

Satay z kurczaka w kurkumie, trawie cytrynowej i soku z limonki jest dobry, jednak lepszy jest satay z wątróbki drobiowej w mleku kokosowym z kardamonem. I nie wiem, czy to dlatego, że podroby nie są oczywiste? Zwłaszcza w kuchni tajskiej dostępnej w Polsce. Boczek wolno pieczony w sosie z wędzonej śliwki węgierki i tamaryndowca to wyoskokaloryczny hit, który dosłownie ocieka smakiem.

Sałatka z pomelo i cukinią jest opcją soczystą, funkcjonującą jak imbir – odświeża kubki smakowe. Na bazie ryżu, z solidną ilością przypraw może być opcją dla wegetarian, choć osobiście wolę ją jako dodatek.

Fishcake to danie szalenie popularne i przez to występujące w milionie wersji, różniących się nie tylko kształtem i składem panierki, ale nawet jej zawartością. Tu są to rybne klopsiki, które zyskują na wyrazistości dzięki podaniu ich z sosem limonkowo-kolendrowym.

Intrygujący „biały grzyb”, który jest głównym składnikiem następnej sałatki, to trzęsak morszczynowaty, znany też jako grzyb śnieżny lub srebrne ucho. O ile sam w sobie pozbawiony jest smaku czy zapachu, ma świetną konsystencję i cudownie poddaje się otaczającym go przyprawom, tu – kolendra wiedzie prym!

Karta jest znacznie dłuższa, niż powyższe pozycje, warto przy tym wspomnieć, że gotuje tu stary znajomy – Sławek Wojtysiak, na którego warsztatach nie raz nauczyłem się czynić w kuchni cuda. Bartek Kiełbowicz to artysta, który dokonał na ścian malowideł. Ludzie, ludźmi stoją restauracje!

Zapomniałbym wspomnieć o koktajlach: są. I są dobre. Wariacja na temat Negroni, którą tu dostałem zmiotła z nóg. Nie dosłownie, choć po trzech mogłoby to inaczej wyglądać. Polecam!

Too Thai

ul.Wilcza 46, Warszawa

nr tel 500 420 386

Monday – Thursday 12am – 12pm​​        Friday – Saturday 12am – 3am​​        ​Sunday 12am – 8pm

Skomentuj jako pierwszy!

Twój adres email nie zostanie opublikowany.