udany debiut (wolę sushi)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

udany debiut (wolę sushi)

Za sushi muszę zatęsknić. W pewnym momencie barów sushi było więcej, niż dziewczyn w Superstarach i obcisłych dżinsach (dodatkowe punkty za nagą kostkę). Szczęśliwie, dzięki naturalnej selekcji ostały się miejsca przynajmniej dobre, w górę poszła też poprzeczka debiutu na rynku warszawskich suszarni, tym ciekawszy jestem, gdy wiedziony wcześniej wspomnianą tęsknotą trafiam do nowego miejsca.

Wolę sushi znajduje się naprzeciw Winosfery. Jest to średnich rozmiarów lokal, który wysokim sklepieniom zawdzięcza przestronną lekkość. Miło patrzy się na humorystyczne plakaty, miło znaleźć – już w kolejnym miejscu! – zbiór kultowych wydawnictw mangowych.

Jakoś się to przyjęło, że w większości restauracji sushi do karty trafia tajska tom yum (20PLN) i nie mam nic przeciwko, jeśli jest poprawnie wyegzekwowana. Tu połączenie smaków: kwaśnego i ostrego jest trafione, świetnie prezentują się krewetki, jednak zabrakło mi bogatszej wkładki. Wakame (9PLN) większe, niż standardowo – pomaga zaostrzyć apetyt.

Rolki, rolki, rolkami stoi wolę sushi. I dobrze, trend sushi fusion wcale mnie nie odrzuca, a wprost przeciwnie! Można tu znaleźć klasyki w stylu California Maki, jest wybór Futomaków na ciepło, tu warto zainteresować się wersją z przegrzebkami w tempurze, których charakter podkreśla mango, miła nowość. Krewetki w tempurze z pieczonym łososiem, awokado, węgorzem zyskują dzięki imbirowi. Jest tu dużo dobrych pomysłów, na dużym talerzu sashimi obok przegrzebka znajduje się ośmiornica.

Wolę sushi znajduje się w miejscu przeładowanym restauracjami, na Woli nie brakuje też rybnej konkurencji, co może być wyzwaniem. Mam jednak nadzieję, że lokal przetrwa próbę czasu, ponieważ jest tu jakość, pomysł i perspektywa na kolejne nowe smaki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.