Crispy duck pancacke (Viet Station)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Crispy duck pancacke (Viet Station)

Powinienem napisać, że późnozimowa, lecz biorąc pod uwagę zjawiska klimatyczne, znacznie bardziej pasuje wczesnowiosenna, tak czy inaczej, przechadzka Chmielną zaprowadziła nas do Viet Station. Byliśmy w troje, poprawka, we czworo – ja, Ola, Doris i Dramacik, pierwsza psia wicemistrz Warszawy. Czyli ważna sprawa, wysokie oczekiwania, fą fą fą. Czy zostały one spełnione?

Od lewej: autor, Doris, Dramacik. Za kamerą Ola.

Miejsce jest mi dobrze znane – to tu był kiedyś zacny Hops, choć z dawnego wystroju pozostało tylko imponujących rozmiarów lustro na ścianie. W środku czerwono, energicznie, są malunki, jest zabudowany bar, całość streetowa, także zalaminowane menu sugerują bardziej streetfood, niż restaurację. Mistrzostwem są kolaże w łazience – szczerze ciekaw jestem, kto jest ich autorem.

Sałatka na przystawkę

Świeże spring rollsy z krewetkami (19PLN) mają w sobie paprykę, marchewkę, makaron sojowy i omlet, wszystko zawinięte w surowy papier ryżowy. Przebijają je wietnamskie pierożki (12PLN), czyli Bánh gối, nadziewane jajkiem i mięsem wieprzowym, serwowane z klasycznym sosem do maczania, którego głównym składnikiem jest sos rybny. Oczywiście! Kolendra jest obecna jak i w większości podawanych tu dań.

Przystawkowym faworytem okazała się tajska pikantna sałatka z wołowiną (24PLN) – co z tego, że jest w dziale sałatki, a nie przystawki? Jest tu wszystko, co gwarantuje dobry początek posiłku: cebula, sałata, orzeszki, wołowina,

Crispy duck pancacke

Czerwone curry było bezpieczne, nie za ostre, nie nazbyt delikatne, wyważone.

Bun ze świeżymi warzywami z wołowiną (24PLN), czyli Bún bò Nam Bộ to odświeżające danie główne, które jest jak Hanna Montanna i łączy „best of both worlds”. Jest tu sałata, są kiełki, makaron ryżowy, trawa cytrynowa, papryka, fasola mung. Ponownie pojawia się sos, tym razem można, a nawet należy podlać nim całe danie. Czego mi zabrakło? Pachnotki.

Crispy duck pancacke (38PLN) czyli kaczka podana na gorącym półmisku, naleśniki ryżowe, sałatka i sos hoisin… Czy to kaczka po pekińsku? Jasne, że tu jest panierka, a nie chrupka skórka, za której przygotowanie w nieodpowiedni sposób można trafić w Chinach do paki, jednak jest to solidna i chrupiąca panierka, która bardzo dobrze działa w tej aranżacji.

O relacji jakość/cena

Kaczka po pekińsku za czterdzieści złotych? Jest to najlepsza cena, jaką można na mieście znaleźć i jasne, że wchodzi tu dyskusja o niuansach sztuki, jednak bardzo ważne jest, że jest to wersja streetfoodowa. Viet Station pomimo jasnej dominacji kuchni wietnamskiej, wprowadza elementy innych kuchni dalekowschodnich, i choć nie próbowałem wszystkich dań, tak te, które opisałem były bardzo w porządku. Nawet Dramacik, przypomnę, pierwszy wicemistrz Warszawy, wytuptał zadowolony.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.