Smak szpiku kostnego (Vietnamka)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Smak szpiku kostnego (Vietnamka)

Tak, jak do słuchania muzyki klasycznej, picia whiskey czy robienia przemyślanych zakupów odzieżowych, tak do niektórych dań trzeba dojrzeć – smak potrzebuje czasu, wyrobienia. W moim przypadku chodzi o szpik kostny, który niejako stał się symbolem Vietnamki. Po pierwsze, jest tu podawane tủy bò (18PLN) czyli szpik wołowy w aromatycznym bulionie z wołowiną. Po drugie, każda z zup phở zawiera kawałek wygotowanej kości, której zawartość można wydłubać i zjeść, bądź wymieszać z naparem, by uzyskać tłustszą, gęstszą konsystencję. W pewien sposób jest to uzupełnienie podawanych już niemal wszędzie indziej (po raz pierwszy widziałem na Stadionie Dziesięciolecia w Toan Pho, pamięć nie ginie) marynowany czosnek w zalewie octowej, pasta chilli czy limonka.

Nie tylko zupami stoi Vietnamka, koncept autorstwa Linh Nguyen, która swoje palce maczała już w o To Pho, Shabu Shabu i Koreance – na niemal każdym stoliku widać żółte, sztywne gniazdo i podane do niego zielone liście. Cóż to takiego? Bánh xèo to wietnamski naleśnik (25PLN) o grubym lecz kruchym, ryżowym cieście i nadzieniu z krewetek, boczku i kiełków. Niestety, podczas mojej wizyty boczku niemal nie doświadczyłem, za to pozostałe elementy dania były imponujące, zwłaszcza prawdziwa pachnotka! Wiem, że restauratorzy nieczęsto ją sprowadzają. Procedura jest prosta: odłamać kawałek naleśnika (koniecznie z farszem w środku), zawinąć w liście pachnotki i mięty, zanurzyć w kwaśnym sosie i voila, niezapomniane wrażenia smakowe. A przy tym jak ładnie prezentuje się na zdjęciach!

Sałatki wietnamskie, choćby za sprawą Viet Street Food są tematem warszawskiej publiczności znanym. Dlatego z przyjemnością sięgam po Bún bò Nam Bộ, powszechnie znane jako sałatka z wołowiną, idealne danie na wiosennego głoda (od zimowego głodomora różni się tym, że może się najeść sałatką). Nie dajcie się przy tym zwieść, danie lekkie jest przy tym pożywne, a to za sprawą znajdującego się na dnie makaronu ryżowego, hojnie podlanego przy tym naparem. Do tego masa warzyw, w tym prażona szalotka, marchewka, kiełki i kapusta pekińska, choć najważniejsza jest oczywiście wołowina. Wydaje mi się, że w porównaniu do VSF, Bún bò Nam Bộ w Vietnamce jest większe, bardziej syte.

Wnętrze Vietnamki nie zachwyca, kilka koślawych (mój się bujał!) stolików w klimacie piwnicznym – sytuacji nie ratuje całkiem ładnie przyozdobiona ściana. Za to kuchnia zadowoli wszystkich tych, którzy poszukują w Warszawie małego Wietnamu – jest tu on podany w lekkostrawnej i przyjemnej formie, zdolnej zmienić sceptyka tej kuchni w gorliwego neofitę. A nuż, tak jak ja, odkryjecie w sobie smakosza szpiku kostnego.

Vietnamka


Poznańska 7
Warszawa

https://www.google.com/search?q=vietnamka&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b-ab#
.
FB
pon-ndz 12:00-22:00

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.