Warto (Umami)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Warto (Umami)

O Umami słyszałem bardzo dużo, jednak przy wszystkich moich podróżach na Śląsk, Pyskowice nigdy nie były mi po drodze. A dochodziły do mnie peany pochwalne, co od lat – pierwsze doniesienia pamiętam już z 2013 roku – podsycało moją ciekawość. Nie jest to rzecz codzienna, żeby w niewielkim mieście powstała rozpoznawalna restauracja z kuchnią w kierunku fine dining, pamiętam zaskakujące The Piano w Bytomiu, pozostałe to raczej restauracje przy hotelach lub w większych miejscowościach.

Z zewnątrz, przypominająca hangar bryła Umami, nie zachwyca. Szczęśliwie, wnętrze urządzone jest ze smakiem, niwelując ciężar samego budynku. Jest elegancko, jednak bez niepotrzebnej spiny, która byłaby tu wyjątkowo nie na miejscu.

Na początku atrakcyjne czekadełko: wypieczona na miejscu mini chałki i pâté z gęsi. Próbuję menu sezonowego, akurat w dniu mojej wizyty, w życie weszła karta z gęsiną… Wybieram bao z szarpaną gęsią, kiszoną kapustą ze szczypiorkiem i prażoną cebulą  (28PLN). O ile farsz mnie zachwycił, tak obiekcje miałem do samego bao, które choć robione na miejscu, było zdecydowanie zbyt twarde, żujące, pozbawione niezbędnej lekkości.

Na zachwyt zasługuje za to śląska rolada (39PLN)! Wieprzowa z biodrówki, podana z jasnymi kluskami i modrą kapustą, powinna stać w muzeum z podpisem jako wybitny przykład swojego gatunku. Idealnie krucha, smak wyciągał sos z ciemnego piwa i chleba żytniego. Jest to jedno z dań, dla których warto zboczyć z wcześniej wyznaczonej trasy.

Chciałbym podobnie rozpłynąć się nad stekiem wołowym (69PLN). Niestety, pomimo bardzo trafionego sosu z whiskey Jack Daniels, polędwica wołowa była zbyt sucha. Może też chodzi o moje oczekiwania, zawyżone po pierwszych daniach – liczyłem na perfekcję, otrzymałem danie poprawne i ciut nudne.

Krem mascarpone (21PLN) z glasage z espresso i likieru baileys brzmi niemal tak dobrze, jak samkuje. Krople rokitnika są cudownie orzeźwiające! Grudki czekolady, konsystencja kremu, bogaty i głęboki w smaku glasage… Rozpływam się, idealna opcja do kawy. Umami ma nazwę odrobinę konfundującą, nazwa jednoznacznie kojarzy mi się z japońskim pojęciem piątego smaku, o czym już kiedyś pisałem. Wbrew skojarzeniu jest tu europejsko, zarówno pod względem karty, kuchni i klimatu, są tu zachwyty i zaskoczenia. Warto.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.