Tabula rasa (White One)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Tabula rasa (White One)

Dla Good Place Warsaw tekst napisała Konstancja Gierba.

White One otworzyło się w zeszłym roku, ale zdążyłam odwiedzić to miejsce już pięciokrotnie. Powiem szczerze – nie spodziewałam się, że do lokalu z kategorii fine diningowej będę tak często wracać. White One na tle konkurencji wyróżnia jednak przyjazna, wręcz domowa swoboda (przy zachowaniu wszelkich zasad elegancji i profesjonalizmu ze strony obsługi, a odpowiednio wyważyć te cechy to naprawdę wielka sztuka!) i przystępne ceny, jak na tę półkę restauracyjną.

Słowo o samym koncepcie: w White One nie ma stałej karty. Albo inaczej – jest, ale dość często się zmienia, poza tym na Koszykową warto wpaść przede wszystkim na świetnie skomponowane menu degustacyjne, a nie na dania a la carte. Właściciel i szef kuchni, Paweł Chomentowski, hołduje idei, że najlepiej sprzedaje się zaskoczenie. Dla gościa karta jest właśnie „biała”, a do jedzenia dostanie to, co w restauracji tego dnia najświeższe i najbardziej wypieszczone. Paweł, pochodzący z Trójmiasta, przenosi tęsknotę za polskim wybrzeżem do warszawskiej restauracji – możecie być pewni, że przynajmniej połowa dań będzie zawierała ryby. Kulbin, miecznik, przegrzebki, szyjki rakowe, jesiotr, śledź – długo można wymieniać, ale pewne jest, że mało jest tak bardzo rybnych adresów w stolicy. Poza inspiracjami nadmorskimi, na talerzach widać wyraźne wpływy azjatyckie, bo szef kuchni podczas swoich podróży rozmiłował się w smakach Tajlandii. Czuć tę miłość w lekkich musach z mango towarzyszącym ceviche, pikantno-słodkiej kremowej zupie z krewetkami i tamaryndowcem, czy tataki z tuńczyka na makaronie soba z grzybami shimeji.

Do White One można wpaść nie tylko na dość długie („przejście” całego setu potraw potrafi zająć i do trzech godzin!) doświadczenie degustacyjne, ale i na znacznie szybszy lunch. W tygodniu dostaniemy zestaw trzech, a w soboty czterech dań. Kiedyś dzieliłam się ze znajomymi smutną refleksją, że niewiele jest restauracji, które potrafią trzymać poziom także w menu lunchowym i zraziłam się do kilku lubianych miejsc po zjedzonych tam obiadach. Nagle okazało się, że knajpa bliskowschodnia podaje od poniedziałku do piątku w godzinach 12-16 weselnego devolaya z mizerią, a powszechnie szanowana tajska miejscówka makaron sojowy smażony z warzywami niczym z najtańszej „chińskiej” budki. White One jest chlubnym wyjątkiem od tej reguły. Lunche tutaj to po prostu skomponowane w gotowy set, podawane szybciej pozycje, które mogłyby równie dobrze wylądować w „białej karcie” degustacyjnej. Miałam okazję dwukrotnie zawitać na sobotnich lunchach (tydzień po tygodniu, tak mi zasmakowało!) i z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że takiego obiadu nie zjecie nigdzie indziej. Miękki niczym masło policzek wołowy z puree truflowym, wiosenna zupa nowalijkowa ze zdecydowanymi aromatami wędzonej piersi kaczki, a może szparagi z pianą parmezanową i selekcją suszonych na miejscu mięs? Oprócz dań przewidzianych na lunch, dostaniecie też pieczywo z firmowym masłem w trzech smakach (moim faworytem jest koperkowe, smakuje jak wakacje w dzieciństwie spędzane na działce u babci!), amuse bouche i intermezzo.

Sobotnie lunche, jak i menu degustacyjne można wybrać w wersji saute lub z selekcją win. Wszystko w zależności oczywiście od możliwości spożycia alkoholu i zasobności portfela, ale zdradzę Wam: na winach tutaj znają się nieprzyzwoicie dobrze i dobiorą do wszystkiego, co podają, idealne uzupełnienie. Ja jestem winiarskim ignorantem, ale po uzasadnieniu sommeliera, dlaczego takie a nie inne wino jest towarzyszem konkretnego dania, byłam w stanie wyczuć wszystkie te obiecane aromaty, a i smak potrawy znacznie zyskiwał na wyrazistości.

Na wstępie obiecywałam przystępne ceny. To konkretnie: trzydaniowy lunch zwykły w tygodniu kosztuje 35 zł, sobotni czterodaniowy (plus amuse bouche etc.) 59 zł, z winem dodatkowo 75 zł. Z ręką na sercu – nie wiem, czy jest inny lokal, gdzie za cztery naprawdę przemyślane i wysokiej jakości dania i cztery-pięć kieliszków świetnego wina zapłacicie takie pieniądze. Wiadomo, nie jest to najtańsza opcja w mieście, ale w swojej kategorii moim zdaniem White One bije na głowę konkurencję fine diningową pod względem cenowym. Za siedmiodaniowe menu degustacyjne zapłacicie z kolei 190 zł, dodatkowo za selekcję win 160 zł. Dobra wiadomość dla wegan: roślinna odsłona „białej karty” jest tańsza, bo pięć dań wegańskich z selekcją win (White One ma w swoich piwniczkach pokaźne zasoby win wegańskich) kosztuje łącznie 220 zł (jedzenie i wino po 110 zł). Swoją drogą, czy ktoś kojarzy inne wegańskie fine diningowe menu degustacyjne w Warszawie? Bo ja chyba nie.

Wyszła mi nieco zbyt poważna laudacja, ale co poradzę, że za każdym razem mi się podobało i dobrze się w White One czuję. Na wszystkie ważniejsze okoliczności, powody do świętowania, albo po prostu ochotę na fine dining bez rujnowania portfela – to teraz mój numer jeden.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.