Zaznacz stronę

Do Wilczego Głodu próbowaliśmy dotrzeć już niejednokrotnie, jednak zwykle coś innego odwracało naszą uwagę od tego przytulnego lokalu.

Idąc uliczkami śródmieścia rozglądaliśmy się za znanym już nam szyldem z kanciastym, głodnym wilkiem.

Po dotarciu na miejsce ujrzeliśmy niewielki, dobrze zagospodarowany bar oraz dwójkę uśmiechniętych i zachęcających do wejścia pracowników. Właściciela Wilczego Głodu poznaliśmy na Targu Śniadaniowym, gdzie nasze serca podbił swoimi aromatycznymi zupami.

Puste jeszcze wnętrze wprost zapraszało do tego, by odprężyć się przy niewielkich stolikach, siedząc na parapecie pośród poduszek, maskotek i ciepłych pledów. Wilcze menu mogliśmy przejrzeć, przekręcając lekko głowy i zerkając na wysoką ścianę, na której widniały zapisane kredą dania, będące fuzją różnorodnych kuchni: polskiej, azjatyckiej, a nawet arabskiej.

 

IMG_2060

Wilcze menu

Odnajdziemy tam także koktaile w bardzo przystępnych cenach (ok. 10 zł). Jako że wybraliśmy się tam w porze lunchowej, chętnie wysłuchaliśmy od obsługi, czego możemy skosztować. Zdecydowaliśmy się na dwa zestawy, połączone tą samą zupą, skromnym barem sałatkowym oraz ceną – 24 zł. Krem z sezonowych warzyw korzeniowych i soczewicy prezentował się rewelacyjnie – gęsty, o intensywnym zapachu i zdecydowanym smaku. Bardzo pożywny – już to jedno danie sprawiło, że lunch mogłam uważać za zakończony.

 

IMG_2061

Krem z soczewicy

 

Czekały jednak na nas kotleciki wege z soczewicy i pieczarek oraz roladki ze schabu z farszem z kaszy jęczmiennej w sosie z curry i śmietany. Roladki, zachwalane przez mojego towarzysza, wyglądały na dopracowane i wyjątkowo smaczne, co zostało potwierdzone po szybkim ich skonsumowaniu.

 

IMG_2063

Roladki schabowe

 

Była to podobno najlepsza pozycja z lunchu, jednak sos ze śmietany okazał się zbyt mdły. Co było dość monotonne – w tym samym sosie pływały moje wege kotlety. Pływały, bo niestety nie trzymały się całości. Ich konsystencja pozostawiała wiele do życzenia – nie byłam w stanie nawet ich ukroić, bo wdzięcznie rozpływały się pod nożem. Jak wiemy, możliwe jest przyrządzenie kotletów z soczewicy, które będą w postaci stałej (jak to robią w Krowarzywa). Ich smak również nie powalił mnie na kolana. Nie były odpowiednio doprawione, a konsystencja odwodziła od tego, by skupić się na jakichkolwiek ich walorach.

 

IMG_2066

Wege kotleciki z soczewicy

 

Liczyłam na bogatszy bar sałatkowy – niestety odnalazłam jedynie jedną sałatkę, prostą w swej postaci. Pochwalić mogę jednak z czystym sumieniem kaszę gryczaną – ciekawe dodatki i odpowiednia sypkość sprawiły, że niejeden przeciwnik wszelkiego rodzaju kasz mógłby zagubić gdzieś swoje przekonania.

 

IMG_2068

„Bar” sałatkowy

Dla zabicia pragnienia polecam lemoniadę gruszkową – orzeźwiający, słodkawy smak odgonił precz złe wspomnienia o wege daniu, a dla smakoszy mocnej kawy z mlekiem – na specjalne życzenie barman serwuje americano w wersji białej.

 

IMG_2070

Lemoniada gruszkowa

Wilczy głód to dość świeża kuchnia o różnorodnych smakach. Później przybyły tłum świadczył o jej powodzeniu, jednak flagowy zestaw lunchowy okazał się sukcesem jedynie w 60 procentach. Dodatkowy plus za przemiłą obsługę, która z wdziękiem zabawiała nas rozmową oraz za ciągle aktualizowaną stronę na fb – codziennie możecie dowiedzieć się, co nowego w menu.

 

IMG_2076

 

IMG_2078

Wilczy Głód

Adres: ul. Wilcza 29a

Godz. otwarcia:
Pon: 09:30 – 20:00
Wt. – Czw.: 09:30 – 22:00
Pt.: 09:30 – 23:00
Sob.: 10:00 – 23:00
Niedz.: 10:00 – 21:00

Tel. 792 – 700 – 068, 502 – 771 – 447

Strona internetowa: Wilczy Głód FB

 

 

Share This

Share This

Share this post with your friends!