Zaznacz stronę

W niedzielę piątego czerwca, w Fortecy znajdującej się pomiędzy Nowym Miastem a Muranowem, państwo Kręgliccy po raz kolejny pokazali, jak powinna wyglądać prawdziwa kulinarna fiesta. Powodem celebracji było 35-lecie Santorini i Meltemi, dwóch restauracji greckich, z czego jedna jest mojemu sercu (i nogom) bardzo bliska – od czterech już lat mieszkam w pobliżu Santorini, niejednokrotnie wpadałem tam na obiad lub kawę z baklavą. Była już to też jedna z pierwszych restauracji, o których napisałem na Good Place Warsaw – na szczęście, skasowałem wiele ze starych wpisów, gdyż zarówno forma jak i zdjęcia wołały o pomstę do nieba. Co nie zmienia faktu, że do lokali spod znaku „rodzeństwa Kręglickich” wchodzę chętnie i często, jest to tożsame ze znakiem jakości.

Być jak Grek Zorba

Forteca to przestronne miejsce, dawniej nazywane Fort Legionów, a jeszcze wcześniej Fort Władimir, budowla pochodzi z XIX wieku i przez lata pełniła szereg funkcji: od pierwotnie zamierzonych – militarnych, przez pracownię rzeźby, składnicę map po magazyny mundurowe. Od czasu odrestaurowania przez państwo Kręglickich obiekt wynajmowany jest do filmów, urządzania konferencji i ślubów – pełny, może pomieścić do sześciuset osób! Liczba gości na imprezie musiała być podobna, ponieważ i dziedziniec, i krużganki tętniły życiem, szumiały rozmowami, kieliszki brzęczały, a sztućce drapały talerze. Co można było na talerzu znaleźć?

Być jak Grek Zorba

Do wyboru była masa zróżnicowanych dań, wystawiły się wszystkie należące do rodzeństwa Kręglickich restauracje: poza świętującymi Meltemi i Santorini, znalazły się też toskańska Chianti, meksykańska El Popo oraz Opasły Tom z kuchnią Agaty Wojdy. Nie zabrakło też osobnej sali poświęconej słodkościom – jako że wcześniej miałem przyjemność zjeść obiad z rodziną, to właśnie desery najbardziej przyciągnęły moją uwagę tamtego dnia. Musy owocowe, ciasta czekoladowe, babeczki, miniaturowy crème brûlée… Długo by mówić, jednak wspólnym mianownikiem była jakość – ciężko znaleźć słodycz, który byłby tu „zapełniaczem”, odstawał od reszty poziomem wykonania.

Być jak Grek Zorba

To, co często nie udaje się w imprezach środowiska kulinarnego – czy jeśli o tym mówimy, na każdym semi-formalnym spotkaniu – to utrzymanie lekkiej i przyjemnej atmosfery. Tu się to bezbłędnie udało, nie wiem czy za sprawą otwartego dziedzińca, letniej pogody, czy (do tej odpowiedzi się skłaniam) pysznego jedzenia popartego dobrymi trunkami. Tak czy inaczej, życzę już nie tylko rodzeństwu Kręglickich, ale sobie i innym bywalcom warszawskich restauracji, by należące do Nich lokale pozostawały jeszcze wiele lat na rodzimej scenie. Obcowanie z tą kuchnią to czysta przyjemność.

Być jak Grek Zorba

Share This

Share This

Share this post with your friends!