Zaznacz stronę

Matsuri

W ostatni weekend kultura japońska została po raz wtóry doceniona, i tak na hali Torwar mieliśmy przyjemność brać udział w targach Matsuri. Podtytułem spotkań był „piknik z japońską kulturą”, co całkiem dobrze odzwierciedlało naturę ostatniej edycji, która odbywała się pod chmurką, na pobliskiej Agrykoli. Do wersji zadaszonej podszedłem z lekkim dystansem – słusznie, jak się później okazało.

Pisanie imprezach typu Matsuri jest nietypowe dla naszego portalu, ponieważ spotkanie nie tylko ma charakter kulinarny, a głównie kulturalny. Na arenie wystawiały się znane firmy japońskie, w tym producent obuwia sportowego Asics, oraz piękna ekspozycja kosiarek – doprawdy bogata różnorodność. Różnorodny był też wiek zwiedzających: od kolorowej młodzieży, często w strojach nawiązujących do najmodniejszej japońskiej dzielnicy Harajuku, przez starszych zapaleńców, którzy z równym, jeśli nie większym entuzjazmem oblegali mangowe stoiska, po całe rodziny. Z tym wiąże się pierwszy problem „pikniku” na zamkniętej przestrzeni: za dużo ludzi, za mało miejsca. Jasne, były jeszcze całe trybuny, jednak ilość obecnych na nich osób była znikoma, wszyscy woleli przebijać się alejkami lub tłoczyć na patelni przed sceną.

Przechodząc do jedzenia, czyli tematu, dla którego odwiedzacie ten portal: niestety nie byłem zadowolony. Po pierwsze, kolejka po Takoyaki (mączne kuleczki wypełnione kawałkami ośmiornicy) była tak długa, że praktycznie nie było szans, by je dostać. Zamiast tego zjedliśmy kare-pan, czyli bułeczkę wypełnioną daniem curry – dobra, acz nie zachwycająca, podobnie jak szaszłyk z kurczaka. Yakitori, bo to o nim mowa, było zrobione jedynie na płycie grzewczej – oryginalnie, robiony jest na grillu drzewnym, odymiony i glazurowany sosem sojowym. Na innym stanowisku dostałem makaron udon w naparze wołowym, dla mnie zdecydowanie zbyt tłustym, jednak to jest to, co Japończycy lubią najbardziej. We znaki dał się brak zaplecza technicznego, większość dań była ledwie ciepła, a stoliki brudne – nie mam pretensji, jednak w obliczu tłumów można było przygotować lepszą infrastrukturę. To prowadzi do największego zarzutu, czyli braku stolików! Większość ze sprzedawanych posiłków wymagała powierzchni, na której można by oprzeć talerzyk/miseczkę. W tym przypadku wąskie trybuny nie stanowiły pocieszenia, ludzie ratowali się parapetami, oraz oparciem na balkonach widokowych.

W porównaniu z zeszłoroczną edycją, kiedy to całe zakupione dobroci mogłem wziąć ze sobą na trawkę, Matsuri mnie rozczarowało. Na szczęście, nie samym jedzeniem człowiek żyje: część kulturalna była ciekawa i zróżnicowana. Jestem gorącym entuzjastą wszystkich eventów promujących kulturę Dalekiego Wschodu, jednak miło by było, gdyby infrastruktura była lepiej przemyślana.

Więcej zdjęć dostępnych na FB.

Relacja z zeszłorocznych pyszności:

Share This

Share This

Share this post with your friends!