Zaznacz stronę

W tym tygodniu wracam z nowym cyklem wywiadów, a zaczynam od bardzo wyjątkowej osobowości – Witolda Szmańdy, trenera personalnego i dietetyka, mówcy motywacyjnego, który niedawno powrócił do kraju po latach pracy w Kalifornii. Poza tym, że Witold jest znanym na świecie autorytetem, który współpracował między innymi z Keanu Reevesem, Heidi Klum czy Alicją Bachledą-Curuś, to przede wszystkim jest sympatycznym człowiekiem i dobrym rozmówcą. Miałem okazję poruszyć z nim temat polskich restauracji i zdrowej diety (bo o czymże by innym mógłbym rozmawiać).

Damian Dawid Nowak: Jak oceniasz poziom polskich restauracji?

Witold Szmańda: Niestety, nie zachwyca. Dotyczy to zarówno produktów, jak i sposobu ich przygotowania: produkty nie są wysokiej jakości, dania są przesadnie przetworzone, przegotowane, przesmażone. Jestem propagatorem świeżej diety, tak zwanego raw food, gdzie obróbka żywności powinna być możliwie najmniejsza. Dobrym przykładem jest dieta azjatycka, która jest półsurowa, ale lubię też kuchnię amerykańską.

DDN: Ciekawa opinia – sam zapamiętałem swój wyjazd do Stanów pod względem kulinarnym nieszczególnie dobrze, głównie przez wszechobecny tłuszcz.

WS: Mam na myśli dobre wydanie kuchni amerykańskiej. Gdy przyjechałem do Polski, miałem problem z wyborem czegoś dla siebie – w Stanach jadłem świeże, niemal przygotowywane na moich oczach posiłki. Być może to zaleta wybieranych przeze mnie restauracji, być może miejsca: w Los Angeles, w West Hollywood, w Beverly Hills ludzie żyją sportem i dbają o swoje zdrowie, co ma wpływ na restauracje.

DDN: Jak myślisz, czy zdrowsza żywność, nowe trendy kulinarne mają szansę przyjąć się w Polsce?

WS: Wszystko, co pojawia się u nas na rynku, a jest nowe i zdrowe, jest zdecydowanie za drogie. To nie ma prawa bytu. W Stanach, w cenie McDonalda można kupić zdrową i sycącą sałatkę, z czym w Polsce jest już problem. Mówiąc o sałacie, nie mam na myśli mieszanki z sieciówki, gdzie danie przypomina produkt z niemieckiego baru szybkiej obsługi, przez co kompletnie traci się świeżość i organiczny smak. Gorzkie i mało aromatyczne zielsko – tego nikt nie chce jeść, kluczem jest dobór składników, ale też atrakcyjny sposób podania.

DDN: Wiem, że sam też sporo gotujesz. Gdzie radzisz się zaopatrywać w składniki?

WS: Sam zakupy najczęściej robię na Hali Mirowskiej. Polecam targowiska, hale, generalnie miejsca, gdzie jest dostęp do producenta, lub krótsza droga od hurtownika do naszych rąk.

DDN: Cały czas jesteś na diecie, czy miewasz odstępstwa?

WS: Bardzo rzadko zdarza mi się zjeść coś spoza diety, to konsekwencja zdrowego trybu życia. Nie odczuwam potrzeby jedzenia produktów niezdrowych, na przykład zachcianka słodyczy nakręcana jest przez ich spożycie. Spada poziom insuliny, organizm krzyczy „jestem głodny!” – zamknięte koło. Wyłączenie słodyczy z diety pomaga poradzić sobie z łaknieniem, pamiętajmy jednak, że organizm komunikuje nam, czego potrzebuje – musimy się nauczyć go słuchać i zaspokajać zdrowymi produktami.

DDN: Czego brakuje Ci na polskim rynku restauracyjnym?

WS: Nowe restauracje często są przekombinowane. To, czego sam bym chciał, to miejsca gdzie zjeść można zróżnicowane danie o niskiej ilości węglowodanów, natomiast ze sporą ilością mięsa bądź ryby, z dodatkiem warzyw. Sałatki traktowane są często jako przystawki, podczas gdy odpowiednio podane, mogłyby być daniami głównymi.

Obiad z... Witoldem Szmańdą.

Share This

Share This

Share this post with your friends!