Zaznacz stronę

Niechętnie podjąłem się pisania tego tekstu, ponieważ powtarzam w nim to, o czym pisałem i mówiłem już wielokrotnie. I to nie tylko na łamach Good Place Warsaw.

Recenzja kulinarna to sztuka niesprawiedliwa. Pisząc naszą subiektywną opinię oceniamy jeden moment w historii lokalu: kilka dań, które wcale nie muszą należeć do specjalności kucharza, opisujemy nieuchwytny klimat,  często zatrudnioną tylko na chwilę obsługę. Ostatecznie, możemy napisać tekst bazując na „lepszym” bądź „gorszym” dniu danego lokalu. Dlatego właśnie cenimy sobie wszystkie Wasze reakcje, polemikę i uwagi, jakie publikujecie w komentarzach lub na naszym FB. Mogą one być diametralnie różne od naszej recenzji, a jeśli w rzeczywistości takie są, to zdarza nam się wracać do lokalu i spróbować raz jeszcze.

Prosiłbym tylko, żebyście pisząc swoje opinie, unikali oczerniania innych lokali – to, że gdzieś jest źle nie znaczy, że w Waszym ulubionym lokalu jest lepiej. Argumenty na zasadzie „może w x jest słabo, ale w y gorzej” na nikogo nie działają. To nie kampania wyborcza.

Na pewno wrócimy do Waffle Bar. Pierwsza wizyta nas nie zachwyciła – nie było źle, ale też nie najlepiej. W recenzji napisaliśmy o mało profesjonalnej obsłudze, podczas gdy trafiliśmy na dzień szkoleń, o czym nie wiedzieliśmy pisząc relację, a co miało większy lub mniejszy wpływ na efekt końcowy. Ekipa Waffle Bar post factum zachowała się wyjątkowo uprzejmie informując nas o tym, jednocześnie dziękując za naszą opinię oraz zachęcając do kolejnych odwiedzin – zachowanie na najwyższym poziomie!

Niestety, nie każdy właściciel/manager potrafi znieść krytykę. Jeden z postów napisanych ostatnio przez złotoustą Magdę, która w momentach złości tnie językiem jak szpadą, doczekał się mocnej reakcji z tej właśnie strony. Nazwy lokalu, żeby dalej go nie pogrążać, nie wymienię, jednak warto wspomnieć, że grożono mi notariuszem, prawnikiem i policją. Starałem się odpisywać kulturalnie i sensownie, jednak wymiękłem, gdy w korespondencji przeczytałem:

"Tak na marginesie to powiem Panu że Saska Kępa jest tak mała że zajęło mi dzisiaj niecałe dwie godz. aby dowiedzieć się o faktycznym celu Waszej wizyty w ***"

Moja reakcja była jednoznaczna:

epicfacepalm

Gdy już zdjąłem rękę z czoła zrozumiałem, że muszę skomponować ten tekst.

Czym jest GPW? Jesteśmy grupą ludzi, którzy nie uważają się za znawców kuchni wszelakiej. Nasze recenzje pisane są subiektywnie, nieodpłatnie, za posiłki płacimy sami, chyba że jest to impreza w postaci otwarcia lokalu, a nawet wtedy staramy się zdać jak najbardziej rzetelną relację. Nasze wrażenia bywają różne – stąd też niejednolity charakter recenzji, każdy ma prawo wyrobić swoje zdanie, często nawet w redakcyjnym gronie różnie odbieramy te same dania. Nie reprezentujemy innego interesu, niż nasz własny smak. Posądzanie nas o złe intencje jest niemądre i wynika z braku zrozumienia charakteru naszej działalności.

Nota bene, chciałbym się dowiedzieć jaki był cel naszej wizyty poza chęcią zjedzenia posiłku, bowiem w mailu zasugerowano nam działanie albo na zlecenie, albo w jakimś bliżej nieokreślonym celu (poza jedzeniem), a to już nadużycie. Gdyby podzielić tok rozumowania wyżej występującego człowieka, to żaden krytyk kulinarny nie mógłby wyrażać swojej opinii. No, chyba że same przychylne – wtedy jestem pewny, że nie byłoby sprzeciwów.

Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś będzie miał do nas pretensje, nie spodziewałem się jednak tak niezasadnych (i zabawnych przy tym) gróźb.

Recenzja - sztuka niesprawiedliwa.

Share This

Share This

Share this post with your friends!