Może ślimaka? (Slow Festival)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Może ślimaka? (Slow Festival)

Centrum Praskie Koneser stało się ważnym punktem moich gastropodróży: Zoni, Wuwu i Bosko TuThai to pierwsze rzeczy, które przychodzą mi do głowy, a przecież byłem też kulturalnie, przecież to tu była imponujących rozmiarów wystawa debiutów Akademii Sztuk Pięknych. W weekend 18-19 maja wylądowałem w ceglanej przystani na Pradze Północ z okazji Slow Weekend x Slow Festiwal, gdzie za sprawą grupy Slow połączono targi polskich produktów z muzycznym festiwalem ulicy.

Selekcja wystawców była szalenie bogata, znaleźć tu można było projektantów mody, artykułów dla dzieci, twórców designu, producentów naturalnych kosmetyków, płyty winylowe i – to, o czym zamierzam napisać szerzej – jedzenie. Wspólnym mianownikiem była zasada #KupujLepszeProdukty, według której została dokonana selekcja wystawców. Rosnąca świadomość konsumencka jak zawsze mnie cieszy!

Na targach zdecydowanie było zielono, poza szalenie popularnymi lasami w słojach od Lovegarden, stoiskiem, które przyciągnęło moją uwagę, były zioła od Ziołowe L. Nie dość, że rozmowa była przepustką do skarbnicy wiedzy, tak wyposażyć się było można w naprawdę ciekawe cuda. Wiecie jak smakuje zioło azteckie? Jest tak słodkie, że spokojnie można zastąpić nim cukier! Mocny konkurent stewii.

Ślimaki Zdrowo Zakręcone to jedno z ciekawszych stoisk, a to za sprawą nietypowej – przynajmniej w aranżacji streetfoodu – materii żabich udek i ślimaków. O ile żabie udka sobie odpuściłem (jadłem w kilku wersjach, nigdy nie było zachwytu), tak ślimak w wersji najprostszej, czosnkowej i maślanej, smakował świetnie.

Pozytywnie Zakiszeni pokazują kolejny, świetny trend w najnowszej gastronomii. Czy raczej zwrot w kierunku klasyki, czyli kiszonek! A są tu najbardziej standardowe, nostalgiczne ogóreczki, jest szalenie popularna koleżanka z Korei – kapusta kimchii, są fermentacje, a nawet zakwas orkiszowy na barszcz biały.

Nie sposób opisać każdego ze stoisk, było ich naprawdę wiele, dlatego teraz szybkie „przeleć się”. Spróbowałem pikantnego kurczaka w szklistej panierce od Azia Restaurants – cudowny koreański comfort food. Dream Cream o bardzo przyjemnej palecie i bogate w cenną latem niską temperaturę lody rzemieślnicze. Zahaczyłem też o starego znajomego – Firasek Sweets, czyli syryjskie słodycze.

Warto spoglądać w kierunku Grupy Slow i warto bywać tam, gdzie zapuszczają korzenie. Bez naciągania przyznaję, że Slow Festival należał do najlepszych tego typu wydarzeń, w jakich miałem przyjemność brać udział, a to za sprawą ogólnej organizacji, selekcji stoisk, przeprowadzanych prelekcji i imprezowej sceny. Nie sposób było wyjść głodnym czy znudzonym!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.