Moje wielkie, włoskie wakacje (część pierwsza – Toskania)

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Moje wielkie, włoskie wakacje (część pierwsza – Toskania)

Przez to lato okropnie się rozleniwiłem, co objawia się nie tylko w formie długich dni spędzonych poza miastem, ale i znacznie rzadszych publikacji na stronie. Od dziś narzucam sobie ostrzejszy grafik – tak, żeby teksty ukazywały się przynajmniej dwa razy w tygodniu. Teksty, ponieważ standardowe recenzje odrobinę mnie znudziły, chciałbym więcej pisać dla Was artykułów, dużo radości sprawiło mi przygotowanie warszawskiego spacerownika z Hive, planuję też więcej relacji z podróży. I tak, dziś zapraszam do słonecznej Italii, konkretnie okolic Florencji i Bolonii, dokąd wybrałem się w zacnym towarzystwie kulinarnych zapaleńców: Konstancji z Pańskiej Skórki, Tomkiem znanym jako Pan Magiczny Składnik i Anią vel Fajny Dining. Mój przewodnik – jak zawsze z resztą – składać się będzie z miejsc, gdzie dobrze zjecie, w końcu nie porzucam myśli przewodniej, a jedynie rozbudowuje formę.

zdjęcie Magiczny Składnik

Toskania

Il Mercato Centrale di Firenze

W samym sercu Florencji znajduje się targ San Lorenzo, gdzie kupić możecie niemal wszystkie regionalne produkty spożywcze (a na zewnątrz dobra skórzane). Na piętrze zaś znajduje się otwarte pięć lat temu (2014) Il Mercato Centrale, miejsce wielu stoisk, filii znanych restauracji, okazja do spotkań w zabytkowym miejscu. Osobiście polecam tu spróbować tradycyjne lampredotto, kanapkę z żołądkiem krowim (można też dostać na talerzu), gotowanym w wodzie z cebulą, pomidorami, pietruszką i serem. Oczywiście, można też poszaleć u znanych szefów: Giacomo Trapani, Cristian Beduschi czy Luciano Savini.

Ristorante L’Orenzo de’ Medici

Jak antipasti wjadą mocno, to picką można się podzielić 🍕 Ristotante Lorenzo de’ Medici to bezpieczna opcja w drodze do obowiązkowych punktów Florencji. Nic tu nie zaskakuje, za to wysokiej jakości produkt rekompensuje brak innowacyjności 👌🏻

All’Antico Vinaio

Mowa o kultowych miejscach? All’Antico Vinaio to najsłynniejsze kanapki w całej Florencji! I kiedy mówię, że cieszą się popularnością, mam na myśli kolejkę na przynajmniej czterdzieści minut czekania. A jest na co:
1) świeżutkie panini
2) intrygujące wędliny
3) przyjazna cena 5E za klasyki i 7E za sezonowe
4) przemyślana kompozycja
5) przyjazny klimat prawdziwego #streetfood

Na zdjęciu urzeka krem truflowy. Co ciekawe, kilka lat temu była to najczęściej oceniana restauracja na świecie w portalu Tripadvisor. A już niedaleko, kilka kroków dalej ulicą dei Neri, znajduje się cudowna lodziarnia, którą opiszę na końcu tego artykułu (żebyście mieli na co czekać).

Villa Machiavelli

zdjęcie Magiczny Składnik

Wizyta w Villa Machiavelli należała do najciekawszych momentów całego wyjazdu. Historia znajdującej się w Sant’Andrea w Percu (Toskania) restauracji, sięga roku 1498. Kolacja zjedzona w pogrążonym w półmroku oliwnymi sadzie miała w sobie coś magicznego – podobnie świadomość, że w budynku obok, sam Niccolò Machiavelli napisał „Księcia”.

Nie jest to miejsce tanie, jednak jakość podanych potraw, selekcja win i piękna aranżacja są tego warte – można wpisać w kategorię „doświadczenie”, a nie tylko „jedzenie”. Spróbowaliśmy makaronów: tortelli, gnudi (włoskie kluski, miększe, niż gnocchi) i ravioli, jednak to stek zdobył laury. Ponad kilogram wołowiny Chianina to wspomnienie przywołujące do ust ślinę. Oczywiście, willa otoczona jest winnicą, można też spędzić tu noc – choć gwarantuję, że koszty przyprawić mogą o ból głowy.

Dario Doc

Dario Cecchini to Mick Jagger rzeźnictwa, dlatego spotkanie z nim – pozując do zdjęcia ze mną i Magicznym Składnikiem, z uśmiechem powiedział „carne” – było czymś naprawdę wyjątkowym. Szerszej publiczności przypomniał się dzięki Chef’s Table, programowi Netflixa skupionemu wokół gwiazd kulinarnego świata.

Wizyta w położonej w niewielkiej miejscowości Panzano restauracji Dario Doc (sygnowanej Antica Macelleria Cecchini) to sama przyjemność. Bez dodatkowych kosztów można przynieść tu własne wino, można kupić jedno z dostępnych na miejscu, ewentualnie wybrać się na mały spacer do pobliskich winiarni. Menu podzielone jest na cztery opcje cenowe: Mac Dario 10E (burgerek z ziemniaczkami), Super Dario (zabawa konceptem fast food) 15E, Accoglienza (cuda z grilla i nie tylko) 20E i… zestaw wegetariański 10E. Zasadniczo wegetarianin, który przyjdzie tu z winem i znajomymi może podgryzać podawane na początku przekąski: seler, marchewkę i… Nie będę się dłużej znęcał. Nasza ekipa zdecydowała się na Accoglienza razy cztery, a dania zostały podane na kilku wspólnych talerzach, prowokując do dzielenia się i ucztowania! Na stole wylądował zestaw:

  • tatar wołowy
  • tuńczyk z Chianti – słona, rwana wieprzowina o posmaku przypominającym tuńczyka, takiego mógłbym jeść codzień
  • meatloaf – bardzo nowoczesny smak, mój faworyt w tym zestawieniu dzięki swojej nieoczywistości. Do tego sos z czerwonej papryki.
  • pieczeń wieprzowa marynowana w czosnku – doskonale chrupka skórka i wilgotne mięso, tak powinna wyglądać pieczeń

Dania nie są przekombinowane, pozwalają lśnić pełnym blaskiem smaku CARNE, które wyznacza tu osobny standard. Jednak najważniejsza dla mnie okazała się swobodna, niezobowiązująca atmosfera, którą już od drzwi nadał sam Dario, witając się z gośćmi, częstując nalewką i chętnie obdarzając szerokim uśmiechem.

Accademia del Buon Gusto

Jeśli jesteście już w Panzano – czyli miejscowości, gdzie rezyduje Dario – musicie odwiedzić akademię dobrego gustu. Jest to jedna z niezliczonych w tym rejonie winiarni, jednak od reszty, odróżnia ją właściciel Stefano Salvadori, który w niecodzienny sposób przedstawia wszystkie wina w jego asortymencie. Robi to w sposób dość frywolny, więc dzieci lepiej zostawić poza tym przybytkiem, jednak dla grupy dorosłych, grupy, która posiada sporo czasu, może to być cudowna rozrywka.

Dragonfly

Tym razem zabieram Was do steampunkowej Ważki, gdzie do dwudziestej panuje przyjemne happy hour, wszystkie koktajle serwowane są z nachosami w przyjemnej cenie. Niewielki metraż został świetnie ograny, koktajle są smakowite. Minus? Plastykowe słomki, które – niestety – we Włoszech są bardzo rozpowszechnione.

Gelateria dei Neri

Powtarzając za Konstancją: Bardzo duży wybór smaków (polecam grejpfrutowe, maślany słony karmel, ryżowe – ale czekolada też wyglądała bosko), bardzo szybka i sprawna obsługa. Porcje wielkie. Punkt obowiązkowy podczas pobytu we Florencji. W menu także dostępny włoski specjał, czyli granita.

Kilka słów na koniec

Jeśli o Florencję chodzi, miejsca wybierałbym ostrożnie, według rekomendacji – nie brakuje tu komercyjnych miejsc, których ceny nijak mają się do ogólnie przyjętych standardów. Wprost przeciwny trend zauważyłem w mniejszych miejscowościach, gdzie przy odrobinie wysiłku znaleźć można prawdziwe perełki. One, znajdując się dalej od popularnych szlaków, nie mogą sobie pozwolić na wpadki. Chciałem tu jeszcze podrzucić garść praktycznych rad typu: niedobry, niesłony chleb czy zamawiając kawę przy barze, zapłacisz mniej, ale… O tym chyba już wszyscy wiecie. A jeśli nie – napiszcie, a przygotuję wypunktowaną listę. No dobrze, dorzucę jeszcze jedną, wartościową radę – podróżujcie autem! Większość najpiękniejszych miejsc jest niedostępna przy pomocy komunikacji miejskiej, dlatego cztery kółka stają się niezbędnym minimum.

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wyglądała podróż z perspektywy Ani, zapraszam na bloga Tomka (ich podróż była dłuższa, niż moja – ergo więcej ciekawostek):

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.