Uratujmy smak.

Jem, bywam, opisuję. Food porn.

Uratujmy smak.

Moje dzieciństwo, jak już wielokrotnie wspominałem w poprzednich postach, pozostawiło mi mnóstwo wspomnień związanych z jedzeniem. Pamiętam doskonale zapach świeżego, domowego chleba, smak aromatycznej śląskiej kiełbasy, zrywane prosto z krzaka jagody i agrest – ich intensywny kolor. Nie ma już teraz jabłek tak soczystych, tak pełnych smaku, jak robaczywe „Delikatesy” z ogródka Babci – czy to tylko sentyment, głupia słabość koloryzującego przeszłość umysłu? W jakimś stopniu na pewno tak jest, jednak gdy ostatnio byłem na targu z najmłodszym członkiem mojej rodziny, ten wskazując na marchewki spytał: „a co to?”. Malec przyzwyczajony do widoku sklepowych, idealnych walców o jednolitym kolorze nie poznał ich naturalnych kuzynek, które odznaczały się nieregularnym kształtem i szaro – brudną barwą. Razem z poprawą urody, tracimy smak i wartości odżywcze. Niedawno badaliśmy ze znajomym marchewki przy pomocy refraktometru – w uproszczeniu, pozwala on zbadać gęstość soku w roślinie, im wyższa, tym lepsza jakość. Marchewki z Tesco utrzymywały się na poziomie 9, podczas gdy ich „brzydkie” kuzynki prosto z pola stały na poziomie 15. Odnosząc się do tabel porównawczych, klasyfikuje Tesco nieznacznie poniżej przeciętnej, natomiast nasze brzydule niemal na szczycie marchewkowej skali.

Przykro mi, że Młody przywyknie do idealnych jabłuszek, ładnych i ciemnoczerwonych jak to, którym zatruła się Śnieżka, ale pozbawionych smaku. Może mu to nawet nie przeszkadzać, skoro spełnieniem marzeń o idealnym posiłku jest Happy Meal. Kuchnia przesolona, przesłodzona i podana w głębokim tłuszczu, to zbrodnie, które niszczą smak najmłodszych. W pierwszych latach życia kształtują się nasze upodobania kulinarne, które z upływem lat jest nam coraz ciężej zmienić. Dziecko powinno próbować jak najszerszej gamy smaków: najróżniejszych warzyw, owoców, mięs i wszystkich innych naturalnych dobroci, unikając przy tym jedzenia mocno przetworzonego, a zwłaszcza dań gotowych i fast foodów. Oczywiście, że dziecko najchętniej sięgnie po rzeczy zabronione i niezdrowe, po pierwsze dlatego, że taka jest ludzka natura, a poza tym jest masa dodatkowych czynników: presja innych dzieciaków, potrzeba przynależności, bunt i wreszcie sam fakt, że to im smakuje.

Na liście rzeczy, które lubią biali ludzie, czyli satyry na mieszczuchów, są targi żywności ekologicznej. Osobiście uważam, że wybór żywności wiejskiej nad sklepową, przy każdej możliwej okazji jest wyborem racjonalnym – oczywiście lepiej jest pominąć pośredników i kupić bezpośrednio u źródła, za ułamek proponowanej na targach ceny. Dobre składniki gwarantują dobry posiłek: ciężko mówić o prostej zapiekance, jeśli chleb do niej użyty jest jak guma, a ser nie ma wiele wspólnego z prawdziwym serem podpuszczkowym twardym – w sklepach zbyt często znajdziemy produkty, które zamiast mleka wykorzystują tłuszcz roślinny. Dobrej jakości składniki to też tradycja, smak prawdziwej kuchni polskiej, tak bogatej w różne warzywa. Ktoś wyobraża sobie polędwiczki wołowe bez sosu z prawdziwych grzybów?

Dobra restauracja też może dostarczyć niezapomnianych wspomnień. Pamiętam pierwsze rodzinne wypady do restauracji orientalnej w Tarnowskich Górach, która niestety dziś już nie istnieje. Po latach patrząc na wtedy smakowane potrawy muszę przyznać, że kucharz bardzo zgrabnie połączył kuchnię chińską z typowo polskimi metodami obróbki składników. Najbardziej w pamięci zostały dwa dania: kurczak w ananasie, czyli duszony kurczak w sosie ananasowym, aż do przepysznego zeszklenia, oraz kartofelki po szanghajsku, czyli kuleczki ziemniaczane przyprawione chilli. Myślę, że to właśnie temu zawdzięczam chęć do eksploracji nowych miejsc, głód kuchni innej niż ta, do której przywykłem. Wciąż przy wyborze miejsca powinniśmy szukać takiego, które zaoferuje nam posiłek najwyższej jakości – tu z pomocą przychodzi Good Place Warsaw. Szkoda życia na niedobre jedzenie.

 

Smacznego!

Uratujmy smak.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.